W gardzieli diabła czyli jeden dzień z życia

23 05 2010

Normalnie to ja tak nie postępuję. Nie, nie, z pudełka czekoladek wyjadam od razu te najlepsze. Ale tym razem… najsmaczniejszy kąsek zostawiłam sobie na koniec. Wodospady Iguazu na -argentyńsko-paragwajsko- brazylijskiej granicy.

No i jak o nich napisać, pojęcia nie mam!

Piszczałam, miałam łzy w oczach i nie mogłam dać wiary, że to co widzę i słyszę, istnieje naprawdę. Sam Parqe i selva robią umiarkowane wrażenie, ale wjazd pod wodospad to jest TOTAL! Może to nie najszczęśliwszy moment na zacwycanie się masą wody, podczas kiedy bracia Polacy walczą z powodziowym żywiołem… Ale cóż, wodospady Iguazu są zjawiskowe i nic na to nie poradzę!

Nie wiedząc tak do końca, co czynię, wykupiłam najdroższą opcję tak zwaną Gran Aventurę. W jej koszt (niemały, niestety) miały wejść przejazd dżipem po dżungli, popłynięcie do katarakty, spacer wiszącymi mostkami nad wodospadami, przejazd pociągiem. No cóż, 20 minutowa przejażdżka dzipem z przewodniczką opowiadającą przez mikrofon o filodendronach to żart.

Dla takiego Indiany Jones jak ja to było jak przejazd City Tourem po Warszawie. Po selvie to ja na mule nie takie kilometry robiłam, wytrząsałam koralowe węże z butów, w absolutnej ciemności sikałam na jadowite ropuchy i co tam jeszcze, wolę nie wiedzieć… słuchałam czy przypadkiem gdzieś obok tygrys nie zaryczy.

A tu… ha, no są niby pumy, ale wpaść na taką to trzeba mieć sporo farta. Za to powszechne są oszalałe małpy, które rzucają się na bogu ducha winnego turystę w nadziei, że poczęstuje on je bananem. Turysta najczęściej częstuje i źle robi, bo małpy tak jak tatrzańskie misie powinny się ludzi bać, a nie żebrać u nich o paszę. Te tutaj się rozpanoszyły i czasem jak banana nie dostaną, to nawet ugryźć ze złości mogą.

Tapiry też bywają loco, i szarżują. Ale tylko wtedy kiedy czują się zagrożone lub są ranne. Zwierzaka jednak na zatłoczonym szlaku ujrzeć- bezszans.

Tyle się dowiedziałam na pace ciężarówki, a potem.. potem myk do łajby i płyniemy… Wodospad widać z daleka… jest… obłędny. A gdy podpływamy biżej, rzeka robi się porwista, zaczynają się przełomy, motorówka ledwie wyrabia, podskakując jak na wybojach i… Gran aventura czyli, nie żadne zdjęcia na pamiątkę tym razem. Aparaty miły pan każe schować głęboko do nieprzemakalnych worków. Gotowi? No to jedziemy. Piski, wycia, okrzyki… to mało. Wpłynęliśmy pod samą kaskadę – w sumie jakbym wiedziała to bym szampon zabrała – prysznic miałam totalny. Ale co tam, zawracamy i… drugi raz pędzimy pod sam gigantyczny i ogłuszający strumień wody.

Przyznam się, miałam łzy w oczach. Byliśmy tak blisko CZEGOŚ tak cudownie doskonałego, że słów mi brak. A to jeszcze nic. Garganta del Diablo, czyli miejsce gdzie kilka wodospadów z grzmotem wielkim i siłą jakiej nie znałam wylewa na dół. A Ty stoisz na specjalnie wybudowanym podeście i… znowu ci się chce płakać z radości. Że takie cuda są na świecie.

Nie wiem kiedy minęło 8 godzin w Parku, wieczór zakończyłam odważnym spożyciem jagnięciny w sosie z białego wina i cabernetem. Przygrywał mi uroczy Brasilenio śpiewający standardy Stan Geetz. W uszach mi jeszcze szumiał ryk wodospadów… Jest noc. Ja siedzę w zalanej światłem knajpce i słucham gitary, a one… te ryczące cudowne potwory tam ciągle są. Były i będą.

No i tyle. Po prostu jeden dzień z życia, można powiedzieć…

Reklamy

Działania

Information

One response

23 05 2010
myself

Chrystepanie, brzmi nieziemsko!
Zdjęć się domagam!!!!
Choć najchętniej to obejrzałabym film z tego dnia który przewija się pewnie bez przerwy w Twojej głowie :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: