7 powodów głównych

28 05 2010

Czyli dlaczego lubię Buenos Aires:

  1. Bo jest duże, ale nie za bardzo hałaśliwe, eleganckie, ale nie wymuskane, stylowe, ale swojskie.
  2. Bo ludzie jeżdżą tu na rowerach – no może nie na taką skalę jak w Kopenhadze albo w Chinach, ale jeżdżą, wożą na ramie psy, dzieci, żony, zakupy, kwiaty…
  3. Grasują po ulicach Wyprowadzacze Psów i jest to widok, który sprawia, że pokładam się ze śmiechu. Wyprowadzacz zarabia 1 dolara za godzinę od głowy (głowy psa), więc Wyprowadzacz-Kapitalista, co zrozumiałe, psów zgarnia całą masę – coby zarobić. A że właściciele psów, którzy najmują Wyprowadzacza to zazwyczaj zamożne państwo to i pies raczej taki wychuchany no i rasowy. Rzadko kiedy mały. Biegnie więc taka jakaś chudzina-studencina a na smyczach obok niej pomykają, falujac wyczesanymi uszami lub ogonami (te bez uszu) lub jedno i drugie – charty afgańskie, setery angielskie, dogi arlekiny, brodacze monachijskie, posokowce bawarskie, karelskie psy na niedźwiedzie i inne takie. No sto pociech!
  4. Ludzie myślą, w co się ubrać przed wyjściem z domu. Z modą w krajach AmPede za szczególnie to nie jest. W takiej Kolumbii wszyscy faceci noszą dżinsy i T-shirty. I już. A panie jakieś paski udające sukienki co się zaczynają tuż nad sutkiem a kończą z końcem wzgórka za przeproszeniem łonowego. Lub wbijają się na siłę (co czasem widać niestety) w opięte majty, utrzymując, że to są szorty. Generalnie chodzą mocno rozebrane, ale w tym ich rozbiorze fantazji za dużo to nie ma (mówię tu o costenias-czyli tam gdzie słonko grzeje.)Potem, czyli od Ekwadoru, zaczynają się ludzie dzielić na: Indian w kolorowych szmatkach- fakt! Tu mi dech zapiera! Oraz na resztę w chińskich burych ciuszkach z ichniejszych stadionów Dziesięcielocia. Oraz na gringo-przebierańców, co przyjechali, nakupili globtroterskich szmat i swetrów w lamy, pulser i koszulek z Che Gevarą i obnoszą je radośnie na własnym ciele. (Jak też i ja-z wyjątkiem przyoblekania się w Che, – czyniłam). Jedynie w Boliwii wszyscy są szarzy i burzy, bo nawet z założenia kolorowe ciuszki indiańskie, autochtoni mają stare, spłowiałe i nie pierwszej świeżości. A tutaj… no widać, że panie lubią sobie zawiązać, przypiąć, dopasować, zawinąć – co oko raduje. Panowie nie pozostają w tyle, do marynarek motają sobie wzorzyste szaliki, choć teraz znowu odnotowuję unifikację… koszulkę z napisem Vamos Argentina! Ma co drugi. No ale Mundial jest Mundial. Nie wymagajmy zbyt wiele.
  5. Kuchnia. A przede wszystkim fakt, że tu każdy umie przyrządzić mieso. I to jak! Ja do mięsa ręki nie mam, steki zawsze mi wychodzą albo za krwiste albo jak podeszwa, nie umiem odróżnić pręgi od karczku i nigdy nie wiem czy kroję wzdłuż dobrych włókien. Mięso mnie nie lubi, (może dlatego że podprogowo cały czas myśle o przejsciu na wegetarianizm?). A tu???? Paradilla i asado to poezja.
  6. Antykwariaty. Ze starymi książkami Marka Twaina, mapami i biuletynami o tangu. Zaszywam się w nich jak w dżungli. Prawie to samo uczucie!
  7. Kawiarenki, stylowe wnętrza, kelnerzy w białych koszulach i fakt, że w każdej z knajpek jest WIFI. I działa!

Na dziś taka porcja, reszta niebawem i mam nadzieją lista będzie rosnąć!

Reklamy

Działania

Information

3 Komentarze

29 05 2010
Ofca

Ja bym jeszcze punkt ósmy dodała – wszechobecnie rozbrzmiewające tango i nocna atmosfera w milongas (nie tych stricte turystycznych bynajmniej!) :-)

29 05 2010
iwonkapibara

no ja jeszcze nie zaliczyłam milongi, ale nadrobie, obiecuje. napisalam wszak, ze mam nadzieje, ze lista bedzie rosnac!;-)

2 06 2010
KS

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: