Urugwajski podryw (po argentyńsku)

14 06 2010

– Przepraszam jak dostać się do….? – wytrąca mnie z zamyślenia głos. Chłopak. Zwyczajny. W kurtce.

A ja niby co? Na 100-procentową Urugwajkę mu wyglądam, tak?

  • Nie mam pojęcia. Jestem tu od kilku godzin. (Nie musi wiedzieć, że ja NIGDY nie mam pojęcia, nieważne, ile czasu jestem).

I poszłam sobie w całkiem przeciwną niż on stronę. Urugwajska jesień przypomina nasz październik, mój ulubiony miesiąc. Idę, podziwiam, zaglądam tam i siam i szukam, gdzie by coś tu zjeść. Wszystkie parille i asado zawalone turystami. Ale… chyba mignął mi jakiś wolny stolik w mijanej małej knajpce. Robie w tył zwrot i… wpadam na chłopaka w kurtce.

A ten wypala: – Jesteś sama?

No nie wiem, co mu rzec, nie dość, że lezie, to jeszcze bezczelnie tak pyta.

  • Owszem.
  • A mogę Ci towarzyszyć? – rozgrywa coraz szybsze piłki.

Morderca zawsze puka trzy razy. Albo dzwoni. Nie pamiętam. Ten tu nie puka, ale Mamusia tyle razy mówiła – nie rozmawia się z nieznajomym. Już mam wypalić standardowe:

-Nie nawiązuję znajomości na ulicy – gdy on szybko dodaje:

-Bo ja tez jestem tu sam.

Co jakby niewiele rozwiązuje. Może nawet komplikuje.

  • A skąd jesteś?
  • Z Buenos Aires. Za trzy godziny wracam do Argentyny.
  • Tak? To fajnie, bo ja też. Tyle, że jutro.To znaczy bardziej z Polski jestem, jadę z Wenezueli, ale teraz to jestem z Buenos Aires.
  • No widzisz. Czyli mogę ci towarzyszyć?
  • Ale ja właśnie idę coś zjeść.
  • Mi to nie przeszkadza.

No jeszcze tego brakowało, żeby jakiemuś nieznajomemu facetowi przeszkadzało, że ja sobie w Urugwaju idę coś zjeść!

Ostatecznie poszliśmy na rybę.

To była jedna z najszybszych i najdziwniejszych rozmów.

Fabricio pracuje w firmie handlowej, a wieczorami uczy się grać na saksofonie. Rozmawialiśmy o jazzie, Europie i Kolumbii, o życiu w Buenos Aires, miłości, wrednych kotach, i o tym dlaczego trąbka jest trudniejsza od puzonu. Zjedliśmy swoje pstrągi w sosie serowym, wymieniliśmy się adresami mailowymi i każde z nas poszło w swoją stronę.

Więcej się nie spotkaliśmy.

A dziś dostałam wiadomość:

  • Nie masz ochoty na rybę? Może byśmy poszli jutro coś zjeść?

Tyle, że jutro to ja będę jadła plastikowe żarcie w samolocie, opieszały Argentyńczyku! A miałeś szansę mnie wyciągnąć na milongę ty powolny saksofonisto jeden!

  • No me digas! Jutro masz samolot?

No nie wiem, jeszcze raz sprawdzę… mam. Stoi wyraźnie. 14. czerwiec jak w mordę strzelił.

  • Cholera. Żesz no!
  • No właśnie.
  • To może… to może bym chociaż cię odprowadził na ten samolot?
  • Ale po co? Przecież się nawet nie znamy.- zrobiłam się bardzo pragmatyczna i dociekliwa.
  • No nie wiem. Może po drodze…
  • …wstąpimy na rybę?

………………………………………………………………………………………………………..

Reklamy

Działania

Information

5 Komentarzy

14 06 2010
KS

JEEEEEEEEST!!!
Post, nie gol :-)
A ja już myślałem, że to chwilowy koniec mojego ulubionego bloga…
Hurra!

14 06 2010
iwonkapibara

Alez oczywiście. Dopiero teraz to sie bedzie działo na blogu! masa historii nieopisanych, bo czasu nie było, masa fot, które ułoze tematycznie w slicznej galerii, no jasna sprawa, że to nie KONIEC! ;-)

14 06 2010
KS
15 06 2010
iwonkapibara

Chyba nie. Nie ma sensu Bo przeciez zaraz znowu wyjezdzam!

22 06 2010
myself

… :):):)
a ta końcówka to jak żywcem z jakiejś historii książkowej wydarta :)

warto mieć dostęp do Interentu, choćby po to by później móc zobaczyć tyle nowych wpisów i delektować się nimi wieczorami.
Od jutra znowu się odcinam od świata na kilka dni, ale jak wrócę to… bój się ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: