Bęz lęku! Czyli czego naucza Don Juan

16 08 2010

„Egzystencja człowieka wiedzy to pasmo nieustających zmagań (…). Na pojęcie człowieka wojującego składają się cztery elementy: 1. człowiek wiedzy musi odczuwać szacunek; 2. musi odczuwać lęk; 3.musi mieć oczy szeroko otwarte 4. musi ufać we własne siły (…)

Na człowieku wiedzy wiedzy występującym w roli wojownika spoczywa obowiązek odnoszenia się z należytym szacunkiem do wszystkiego, czym się zajmuje; wszystko, co wiąże się z jego wiedzą, powinien traktować z głębokim szacunkiem, a tym samym uważać za obdarzone głębokim sensem. Poczucie respektu równa się tutaj wlasciwej ocenie wlasnego, pozbawionego znaczenia potencjału w konfrontacji z Nieznanym.

Jeśli człowiek myśli tymi kategoriami, w sposób logiczny rozciąga pojęcie szacunku na własną osobę, ponieważ o sobie nie wiemy tak samo nic jak o Nieznanym.

(…)

Z życiem wojownika wiąże się także konieczność doświadczenia i starannej analizy uczucia lęku. Ideał polega na tym, by pomimo lęku nie przerywać wykonywanych przez siebie czynności. Istnieje założenie, że lęk można pokonać i że w życiu człowieka wiedzy nadchodzi moment jego przezwyciężenia, wpierw jednak należy sobie ów lęk uświadomić i niezwłocznie zanalizować to uczucie.  Don Juan twierdzi, że lęk można pokonać, jedynie z nim walcząc.”.

Carlos Castaneda „Nauki Don Juana”

Don Juan to szaman i czarownik plemienia Yakui  (Meksyk). Castaneda to antropolog, który zapisał swoje doświadczenia z bieluniem, peyotlem i innymi substancjami psychoaktywnymi oraz proces dochodzenia do Wiedzy o świecie nadprzyrodzonym w kontakcie z don Juanem właśnie.

Piszę o lęku, bo z natury jestem bojaźliwa. Ponadprzeciętnie. Boję się latać samolotami, wyprzedzać na dwupasmówce, głębokiej wody i dużych zwierząt. Życzliwi stwierdzą, że mam bujną wyobraźnię (i jej ulegam), pozostali powiedzą mi: ale z ciebie tchórz. Przeżyłam kilka sytuacji, kiedy serce podchodziło mi do gardła i dalej. Atak gigantycznego (jak z reklamy Andaluzji) byka w Kirgizji, powódź i histerię całej wioski w górach Atlas w Maroku, szarżujące szalone krowy na Suwalszczyźnie (i ani jednego drzewa, za które można by się schować!), psa-mordercę, który jak wystrzelony z katapulty rzucił mi się do gadła na gwatemalskiej ulicy… itd. Tysiące ludzi, którzy szli za mną w ciemności( albo tylko wydawało mi się, że za mną idą), jakieś cienie, coś białego co skakało mi przed oczami w nocy w Monemvasii (Grecja) kiedy koczowałam na dziko pod opuszczoną cerkwią. (To coś białego co skakało okazało się nie być duchem świętego Pantaleona z Nikodemmi ani innego Kalistratatylko banalną rozwiniętą rolką papieru toaletowego tańczącą na wietrze ;-).

I ten pierwszy raz. Noc. Bieszczady. Ja mam 16 lat, Mareczek niejaki ma lat 17. Po zejściu z Tarnicy koczujemy gdzieś w haszczach, ognisko, organki, standard. A potem głuchy sen w namiocie. Przerwany nagłym bełkotliwym ale namolnym: „Hej, kurwa, ma tu ktoś otwieracz? K..wa bo jak .. zapi..dole. Otwierać mi ten namiot. Noża macie? Dawać, k..wa bo zaje..ie.” Itd w ten deseń. No i dzielny, trzęsąc się z deczka Mareczek otworzył. Noża dał, a ja oczami szesnastoletniej wymuskanej duszy widziałam juz go tym nożem poćwiartowanego.

Opadł mnie STRACH. Jak wiele razy przedtem i potem.

Ponoć to najbardziej pierwotne ze wszystkich uczuć. Nie czują go tylko głupcy albo szaleńcy. Nie wierzę ludziom, którzy jak Stefek Burczymucha napinają muskuły i krzyczą: „Ja niczego się nie boję, choćby niedźwiedź – to ostoje.” Strach jest dobry. To godny przeciwnik.

Kilka dni temu dostałam maila z Kolumbii. Ender wrócił z Ciudad Perdida. O mało tam nie zginęli. Po ulewnych deszczach nad obozowiskiem osunęła się ziemia. Ludzi tam nie było, ale stracili żywność, plecaki, turyści-paszporty itp. Komuś błotna lawa porwała aparat. Bez jedzenia i ciuchów na zmianę, wędrowali dwa dni, bo rzeka wylała i nie dało się jej przekroczyć (przechodzi się ją kilkakrotnie, ale gdy nurt jest zbyt porwisty to zbyt ryzykowne). Helikopter wojskowy nie miał gdzie wylądować.

Marzli. Byli głodni. Bali się.

Lęk jest wielopoziomowy.  I jest jak wańka wstańka. Nigdy nie wiadomo skąd i kiedy zaatakuje. Trudno go też rozpoznać, bo często podszywa się pod inne uczucia. Najczęściej przybiera maskę Zdrowego Rozsądku.

„Każdy etap nauki jest nowym zadaniem, a lęk jaki człowiek zaczyna odczuwać narasta bezlitośnie i nieustępliwie. Tym sposobem napotykamy naszego pierwszego wroga: strach. Straszny to wróg. Zdradziecki i trudny do pokonania. Czai się za każdym zakrętem drogi, czekając w ukryciu. A jeśli człowiek ulęknie sie jego obecności i ucieknie, ów wróg położy kres jego poszukiwaniom.” (Nauki don Juana)

Albo inaczej, trawestując „Rewizora” Gogola: Czego się boicie? Samych siebie się boicie.

Reklamy

Działania

Informacja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: