Wizualizacja contra wzmocnienie pozytywne

21 09 2010

Dlaczego nikt mnie nie uprzedził, że posiadanie trzyipółmiesięcznego labradora to praca na cały etat? Wiem, wiem, powinnam zmienić tytuł bloga na : http://www.labrador.cośtam, albo http://www.dlaczegotenpiestakmniewkurza.pl
No ale po trzeciej zjedzonej parze butów (mam ich jakby nie było nie nieskończoną liczbę!) po kolejnej kupie w kuchni walniętej tuż po spacerze (nastroju się nie miało, hę?), po kolejnym zębie wbitym w moją dłoń (która wygląda jakbym bardzo nieuważnie siekała cebulę), po kolejnej gonitwie z hasłem przewodnim: Oddawaj to! Albo wymiennie: Co znowu żresz, Mierda? oraz licznych próbach wychłeptania wody z detergentami, pobudkach (MOICH pobudkach) z wielkim językiem na nosie lub w uchu i wielką łapą na piersi oraz okrzykiem: O Jezu, a co to? tudzież innych przygodach, stwierdzam: Jestem już stara.

Oczywiście słyszę te rady: a bo pies się musi wyszumieć. Gdzie ma szumieć? Na plażę chodziłam, żeby szumiał mi pies na niej, no ale wieczorem, po przypływie to mowy nie ma, kupa gówien z wody wypływa, a to ulubione przecież kąski! A w dzień… kiedy okazało się , że po wyjściu z morza wpada się w taneczny galop w te i wewte, to szybko okazuje się, że mokry ubłocony szczeniak z ostrymi zębami wcale nie jest ulubionym gościem na ręcznikach wczasowiczów. Dziwne, co nie;-)?

Dziś zaliczyłam pierwszą porażkę wychowawczą, to znaczy Szakira dostała solidne wciry. W nosie mam wzmocnienie pozytywne. Dostała butem aż miło. No bo klapek – japonek gumowych za 6 dolarów- nie szkoda mi było aż tak bardzo, ale dziś widok pożartego czerwonego sandałka skonfundował mnie solidnie. Co z tego, że sandałek leciwy był i żegnał się już ze światem, miał PRZEŻYĆ jeszcze ten sezon, a dał się zamordować psu! Swoją drogą, kto mi powie, skąd to zamiłowanie psów do butów właśnie? Słodki zapaszek Pani? Zacznę chyba jak Indianie chodzić na bosaka!

Plusy? W ciągu trzech dni schudłam trzy kilo. Ganiam ze ścierką, za Szakirą, za patykami, ogólnie biegam i zamiast modnego Duriana polecam paniom, którą chcą zyskać talię osy- kupić sobie szczeniaka. Jakby co-to mam jednego na stanie.

A z newsów to przeplotkowałam całą niedzielę z Dilsą. Siedziałyśmy sobie na tarasie i ona opowiadała mi co się działo jak mnie nie było, a Ender smażył nam ryby w kuchni oraz przyrządzał arroz con coco – karaibską specjalność (ryż z kokosem).

W pewnym momencie Dilsa poprosiła mnie, żebym została matką chrzestną jej dziecka. Urodzi się w marcu. Czyli co? Trzeba będzie wrócić na chrzciny? Poczekać tu na nie? Czy jak? Myślenie o przyszłości nie jest aktualnie tym, co wychodzi mi najlepiej. No chyba, że myślę o tym momencie, kiedy mój pies jest już duży mądry i posłuszny. To tak. To lubię robić. Wizualizacja. Może ona zadziała?

Poza tym szukam nowego mieszkania, bo to mi się nie podoba. Po ostatniej szczepionce Szakiry wybieramy się do selvy. Wprawdzie pies będzie musiał zaliczyć pierwszą w życiu jazdę na motorze,  a także na mule (co może być ciekawe), no ale wyjścia nie ma. Obcuję stosowne fotki. Jednak póki co to na razie wciąż plaża, morze, palmy, cumbia, jaszczurki na ścianie i komary, które spać nie dają.

Uroki Karaibów!

Reklamy

Działania

Information

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: