Ludzie czytelni i niepoczytelni

2 10 2010

Czytacze

Coraz bardziej jak widzę – się robi doborowe towarzystwo na moim blogu. Nie to żeby tu tłumy biły, ale nie chodzi przecież o ilość tylko o jakość. A tu proszę. Czytają mnie ciekawi ludzie z ciekawych miejsc. Jak dowiaduję się ze statystyk bloga, czytają mnie w Buenos Aires, Sao Paulo, Caracas, La Paz, Cuzco, Medellin, w Edynburgu, Dublinie i… Sztokholmnie nawet. No to już daleko, naprawdę. (Pewnie o czymś zapomniałam).

Poza tym fajne blogi ci ludzie mają (lada chwila porobię Wam zakładki! Ruda z Peru już u mnie jest (choć to jej blog z Azji) ale szkoda,że nie pisze więcej. Nie to żebym wywoływała do tablicy, nie, nie ;-)

Blogi czytam sporadycznie, bo moj internet chodzi jak stary żółw.
Czytam książki. Ale polskie. Bo nie wiem co tu kupić. Pomijam fakt, że na zadupiu jest tylko jedna księgarnia, a w niej same poradniki i szkolne podręczniki oraz lektury, to ja po prostu nie mam pojęcia, co się teraz wydaje w Kolumbii. Jaką książkę warto kupić (tylko nie piszcie że Marqueza!) Ktoś wie? Podpowie?

Czytam więc polskie tomiszcza. Olgę Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych” – oj, mocno takie sobie. Chociaż kryminał z sarnami w roli głównej to w sumie fajny pomysł. Tylko tak jakoś mam wrażenie, że pani Olga chciała tą książką wyrazić swoje poglądy na temat jedzenia lub niejedzenia zwierząt itp, i momentami taka z tego dydaktyka wyziera. Przeczytałam za to zabawną i bardzo bezpretensjonalną książeczkę pt. „Kapelusze Doni Nicanory”. Napisała to Kristian Hawkins, pani antropolog, która mieszkała przez pewien czas w Ampede, i w sumie wyszło z humorem, z pomysłem i o czymś. Ale jest to zdecydowanie pozycja z gatunku „Na plażę”.

Poza tym odkryłam izrealską młodą pisarkę – Zeruyę Shalev i jej „Życie miłosne”. Mocne, soczyste, prawdziwe. Tak z trzewi. O niszczącej sile erotycznej fascynacji. Albo o miłości-jak kto woli. I pożądaniu.

No. A do lasu zabieram co? „Dolinę Issy” Miłosza. Czytałam już ją dwa razy, ale mam ochotę przeczytać po raz trzeci. Dolina Issy czy dolina Burritaki, w sumie pewnie na jedno wychodzi.
Oraz „Wielki Bazar Kolejowy”, który właśnie zaczęłam czytać – rzecz o samotnej podróży pociągiem (w latach 70) przez Azję.

Moi znajomi z Santa Marta nie czytają w ogóle książek. Gazety tylko. I to rzadko.

– Ty strasznie chyba dużo czytasz- mówi Ender patrząc na stosik książek.
– No raczej tak.
– Nie możesz tak ciężko pracować.
– To nie praca.
(wybuch śmiechu) – No jak to nie? To ciężka praca.

Ok.Umówmy się zatem, że rzeczywiście ja tu ciężko pracuję. ;-)

Reklamy

Działania

Information

3 Komentarze

3 10 2010
:)

W Gdańsku też czytają :)

12 10 2010
una invitada

czytam, czytam z Edynburga i pozdrawiam.;)

17 10 2010
Sputnik

Mucho trabajo, poco dineros… A czytacze są na wymarciu. Niebawem tę tyrkę będzie mogło robić z 5 osób na globie – i tu upatruję MILIONÓW!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: