Efekt skorpiona

19 10 2010

Kiedy po raz pierwszy w grudniu ubiegłego roku przyjechałam w Sierra Nevada de Santa Marta, umierałam ze strachu.Po pierwsze jako dziecko miasta boję się ciemności. Takiej zwykłej- nie bardzo, ale ta tutaj zdawała się gęsta, smolista, złowroga. Pokutująca nad strumieniami La LLorona, Kuku, którym straszy się dzieci, diabły i czarownice rzucające garnkami, świat baśni, legend, strasznych historii, demonów, niezbadanych szelestów i przeraźliwych dźwięków – to wszystko wyłazi z głowy nocą. Ale tak naprawdę bałam się tygrysów, pum, węży koralowych po ugryzieniu których śmierć następuje w ciągu 24 godzin, skorpionów, tarantul, wielkich parzących gąsienic, ropuch strzykających jadem, mam wyliczać dalej?

Pierwszej nocy w drodze do ciudad perdida nie zmrużyłam oka. Jakiś nierozważny turysta zostawił plastikową torebkę pełną niedojedzonych ciasteczek, w których rozsmakowało się – z odgłosów wnosząc – naprawdę duże zwierzę.
Ogólnie było mi nieswojo w tym dusznym gęstym lesie, przez który wiedzie tylko jedna wąska dróżka.

Teraz… teraz straciłam czujność. Jestem jak kameleon (który nota bene wczoraj w kuchni łypał na mnie okiem zmieniając błyskawicznie kolor z szarego na zielony). Z żaby, którą po ciemku wzięłam do ręki zamiast papieru toaletowego w ciemnym wychodku- tylko się uśmiałam. Dochodzę do wniosku, że potrafię szybko dostosować się do panujących warunków jakie by one nie były. I to jest niestety błąd.
Wczoraj przy sprzątaniu kuchni, przekomarzając się z Nastolatką, złapałam za szmatę leżącą na stole. „Rzuć to!!!” – wrzasnęła Cledys. Rzuciłam. Myśląc, że robale szmatę oblazły. Jak duch, w kuchni pojawił się Rycerz na Białym Koniu. A ściślej mówiąc upaprany niebosko błotem Ender z maczetą. Złapał szmatę. „Z drugiej strony” – powiedziała Cledys i wtedy zobaczyłam go. Naprawdę dużego skorpiona.

Do tej pory miałam przyjemność zaznajomić się z dwoma. Jeden w Gwatemali urządził sobie mieszkanie w moim plecaku. Drugi, ratując się od Śmierci Przez Rozdeptanie wpuścił jad w bosą stopę pewnego Ahmeda na Saharze. Wtedy po raz pierwszy zrozumiałam że jad skorpiona jest naprawdę bolesny. Ahmed najpierw  krzyczał, potem się wił, a na koniec zaczął płakać. Lekarz przyjechał po godzinie, w ciągu której koledzy Ahmeda traktowali stopę Ahmeda na różne sposoby- począwszy od puszczenia na nią strumienia zimnego (koi ból) gazu, po dłubanie w niej nożem. Najniebezpieczniejsze nie są wcale duże skorpiony. Z opisów sądząc, małe czarne stworzenie wielkości połowy kciuka czyli skorpion gwatemalski mógł pozbawić mnie życia. Ten tutaj, wielkości dłoni, spowodować mógł u mnie co najwyżej w najgorszym razie kilkudniowy paraliż.

Nie wiem tylko, czy nie nazbyt pochopnie Ender ciachnął go maczetą na pół, a dla pewności potem zwłoki podeptał. Wszak Słońce wchodzi właśnie w znak Skorpiona. W mój znak. I Endera też. Optymistycznie zakładam, że był to zatem nasz Skorpion Ofiarny i że – jak każde totemiczne zwierzę – będzie po śmierci chronić nas od złych przygód. Tak na wszelki wypadek publicznie niniejszym składam hołd poległemu w kuchni pajęczakowi.

– Mówiłem ci, żebyś, jak bierzesz coś do ręki, najpierw patrzyła CO bierzesz.
Acha, no może mówił. Ale człowiek traci czujność. Ale teraz znów ją zyskał. Kiedy Szakira buszowała w pobliskich krzakach przechodząca z praniem Laydys rzuciła niedbale: Lepiej ją zawołaj, widziałam tam niedawno gniazdo węży.
Dziś psy pobiegły za chłopakami na plantację kawy. Mam nadzieję , że nie zechcą urządzić polowania na węże.
A pająki? Nigdy ich nie zabijam, bo ponoć pająki przynoszą szczęście, ale czy aby w dżungli na pewno też? Czy aby nie ma tu takich, co to mogą przynieść Szczęście… eeee… Wieczne?

W każdym razie tak czy owak jestem zdania, że skorpiony do spółki z wężami i tarantulami i tak są o niebo lepsze niż karaluchy giganty i na pewno z ich powodu nie wyniosę się spod adresu Sierra Nevada, 3 godziny pod górę, za szkoła wiejską w lewo, kamiennym tunelem w dół, a potem jarem ostro pod górę otra vez. Czerwona ziemia. Duży mangowiec na lewo. Łagodne zielone zbocze po prawej. Z dala widoczne drzewka pomarańczy i coś jakby malwy pnące się po płocie. Dym z polowej kuchni. Szczekanie Szakiry i Capo.

Tak, to już tu.

Reklamy

Działania

Information

2 Komentarze

19 10 2010
apeiron79

hola, ostatni fragment to wypisz wymaluj mapa jak Cie zlokalizowac :O)

19 10 2010
iwonkapibara

No halo, probuje do Ciebie wyslac maila, ale nie przechodzi, masz dwa podkreslniki? Czy jak? Na wszelki wypadek podaje celular:
320 521 32 75 z tym ze dzwon jutro, bo zapodzialam ladowarke, jutro pozstaram sie jakąś znalezc. to do uslyszenia iw.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: