Wydzieranka

9 11 2010

Całą noc lało jak z cebra. Chata nie ma prawdziwego dachu, pokryta jest po prostu blachą, toteż deszczowy łomot brzmi ogłuszająco. Szakira się przyzwyczaiła i nie trzęsie się już jak osika. Ja wciąż nie mogę.

Patrzę na tych młodych ludzi, z których najstarsza jest Laydys (lat 25) potem Ender (24), Misael (22) i Cledis (17). Wszyscy oni, na pytanie, czy wolą siedzieć w tej głuszy bez prądu, telewizji, internetu, bilarda, piwa, telefonów, muzyki i znajomych, czy w Santa Marta gdzie wszystko to (i dużo więcej) mają pod nosem, odpowiadają zgodnie: Wolimy tutaj.

Enderowi, znając jego nieograniczone możliwości wgapiania się w programy sportowe nie do końca wierzę. A reszta? Mieszkanie na fince oznacza dla mężczyzn ciężką pracę. I marne z niej pieniądze (koszt skupu kawy to 2, 20 dolara za pół kilo). W listopadzie będą siać fasole. Przez dwa dni maczetami wycinali zielsko którym zarosły pastwiska. Misael i Ender wychodzili o 7 wracali o 16 z poranionymi rękami, następnego dnia pękały też im pęcherze na dłoniach. Kobiety mają lepiej, nie pracują w polu, to tutaj nie przyjęte. Ale oprać w zimnej wodzie 10 osób i ugotować im 3 gorące posiłki (a panowie po pracy jedzą niemało), to też robota nie dla wypielęgnowanych miękkich białych rączek. (To znaczy teraz już – tak. Bo ani białe, ani wypielęgnowane!).

A jednak oni wracają. Są ludźmi lasu, tu dopiero zrzucają swoje maski, które każe im nakładać życie w mieście. (Cledis lat 17, w santa Marta nie wyjdzie bez pełnego makijażu i codziennie innej wymyślnej fryzury, kolor paznokci zmienia co 3 dni). Tu… biega  (tak jak i ja) w bawełnianych gaciach i pochlapanych rosołem podkoszulkach, pogwizduje zamiatając podwórko i jest szczęśliwa, gdy przy świeczce tuli się do Oscara.

Ender zwisa z hamaka, a Szakira liże go po dłoniach. Misael – najweselszy z towarzystwa, a zarazem najbardziej skory do roboty po pracy przymierza się do budowy pokoju dla siebie i Laydys. Ender obiecał, że zrobi mi stół.
Raz na kilka dni podłaczamy generator prądu i przez 2-3 godziny ten leśny zakątek wypełnia rzewna muzyka lub przeciwnie – energetyczna cumbia.

Zastanawiam się, czy mogłabym tak przeżyć całe życie.

No nie.

Gdy pracowałam w niemieckim koncernie, codziennie zamknięta w tych samych 4 ścianach i patrząca przez okna dzień w dzień na ten sam betonowy parking pracowniczy, zadawałam sobie jedno pytanie: czy mam tak przeżyć całe życie? Czy ograniczyć świat do jednej znanej na wskroś trasy tramwajowej, znienawidzonego dźwięku budzika i dwóch tygodni pośpiesznego urlopu każdego roku? Czy ja tak chcę żyć?
Nie miałam najmniejszych problemów z odpowiedzią.

Teraz mam. Bo szukałam na pewno tego, co tu znajduję bez trudu. Spokoju, ciszy, przestrzeni.
Przestrzeni-przede wszystkim jej. Zamknięta w dzieciństwie na jakichś mini metrażach, w blokowiskach, na działkach pracowniczych w najlepszym razie, które przecież też wiele mają z blokowisk, marzyłam o kanadyjskiej tundrze. (potem stwierdziłam, że jest tam jednak za zimno, ale … nie obiecuję, że się tam kiedyś nie wybiorę!). Budzika tu nie używam. Budzą mnie ptaki i psy. Tramwaj? A co to takiego?

Ale jednak nie. Nie potrafiłabym chyba tak na zawsze zapomnieć o zdobyczach cywilizacji. Uzależniona od netu, (choć na facebooku zalogowałam się z konieczności kilka miesięcy temu, i nadal nie rozumiem, co ludzie w nim widzą), od dobrego kina (w kinie a nie w TV) od dobrej kuchni, od wygód typu pralka, lodówka, odkurzacz…
Od książek, spotkań z przyjaciółmi, wieczorów przy sziszy i winie, od herbaty w filiżankach a nie musztardówkach.

Ktoś mógłby rzec: Wiec sama nie wiesz czego chcesz?
Wiem.

I budzi się we mnie, każdego dnia coraz większa pewność, że po kawałeczku, malutkim wprawdzie, prawie niewidocznym, ale jednak wyczuwalnym, po centymetrach – wydzieram sobie właśnie to, czego chcę najbardziej.

Reklamy

Działania

Information

One response

9 11 2010
Milenka

Pięknie to napisałaś. Czekałam na ten tekst.
To trochę tak, jakbym swoje marzenia czytała – napisane nie przeze mnie, tylko przez kogoś, kto je odgadł…

To tyle na razie bo wrzeszcące dziecko na kolanach nie pozwala mi ani się skupić, ani napisac coś od siebie, z serca :-)))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: