Mieć jak ja

23 11 2010

-Nie, ja bym jednak tak nie chciał. Nawet wczoraj jak wyszliśmy od ciebie, to zapytałem Piotrka: Ty, chciałbyś tak? – powiedział i napił się coca coli. Bolał go brzuch, a coca cola jest przecież dobra na brzuch.
Nalałam sobie odrobinę Casilero del Diablo i uśmiechnęłam się. Do siebie.
– Nie no, jasne. Jak nie chcesz, to nie musisz.
– Wiesz, bo to jest tak, że czasem patrzysz na czyjeś życie i myślisz: O jakbym ja też tak chciał! Ale tak jak ty to bym nie chciał. – tłumaczy z zapałem.
No dobrze, to już wiemy.
Nazwijmy go… Patryk. Patryk by nie chciał tak jak ja.
Polacy. Patryk i dajmy na to – Piotrek. Mieszkają w pobliskim hotelu i trafili do mnie… za sprawą fluidów polsko-polskich,.
Nie poszli do Ciudad Perdida bo nie ma sensu iść 6 dni i się męczyć, żeby oglądać jakieś zabytki. Nie poszli też bo jest brudno i mokro. Poza tym Piotrek nienawidzi insektów. Plaże w Parku Tayrona im się nie podobały. Brudne są. Ogólnie to już wyjeżdżają, bo ileż można siedzieć w Santa Marta?????
Otóż – można długo. Insekty wkurzają – fakt, ale do selvy pójść warto. Do ruin Zaginionego Miasta tym bardziej. Pomęczyć się – vale la pena. Plaże są brudne bo był tu huragan i wyrzucił morskie śmieci. A poza tym?
Patrykowi podobają się ludzie. Piotrek ma kolumbijską narzeczoną, ale nie jesteśmy pewni, czy nie poderwał puty. Poznali się na dziesiątej (ulicy) a to wszak ulica kurew. Młodych, ładnych, nieoczywistych i żądnych obcokrajowców. Miejmy nadzieje , że Piotrek trafił dobrze. Akurat przypadkiem na zwyczajną dziewczynę.
Patryk i ja, jak się okazało, mamy wspólną znajomą na wysokim stanowisku. Moja była naczelna z niemieckiej korporacji. Patryk i Piotrek wracają do Polski. I nie chcieliby – o nie! – mieć tak jak ja. Ich prawo.
…..
A ja?
Dziesiąty dzień. Zupy warzę, kawę parzę. Rano serwuje śniadanka kontynentalne, tosty i sałatkę owocową oraz soki z ananasa, papai i pomarańczy. Od 8 działa Ender, ja dobijam godzinę później. Tak wcześnie mało kto je. Ale już od 9 do 11 pojawiają się turyści. Kiedy ze stołu znika ostatnie musli z jogurtem i herbata z owoców leśnych,  nastawiam zupę i fasolę i serfuję po necie. Ale już koło południa zaczyna się Czas Zombie. Nadciągają ci, co się zabawili i teraz mają kaca. Zupa dla nich? Jeszcze nie gotowa. Więc? Jajecznica i mocna herbata. Dla niektórych – klinem- piwo. Pozostali grzecznie czekają na jarzynową. A ja w pełnej gotowości – schodzą pierwsze menu del dia- dla stałych klientów, gości hotelowych- paciorkowców (tych co po plaży chodzą i paciorki sprzedają), dla Dawida, co robi tatuaże, dla Gabriela z Peru i dla Jairo – właściciela hotelu. Czasem przyjdzie kumpel Endera, ktoś z rodziny albo marynarze z portu. Na piwo – jeśli jest w mieście – wpada szaman. Do drugiej – gorrąco!
A potem to prosze mi tu skroić gar cebuli i ziemniaki obrać na zaś, tudzież czosnek utrzeć – dyrektywy dla chłopaków wydaję, sama zaś… radośnie, w podskokach oddalam się na plażę. Godzina albo i dłużej. Ganiam za badylami, kąpię się z Szakirą i jest wesoło. Czasem przysiadam na brzegu, zagapiona w przestwór oceanu. Nie myślę o niczym. Mam znakomitą pustkę w głowie. Tak mam, jak widzę wielką przestrzeń. Lubię to.
Wracam na sjestę. Ender zostaje w barze i ogląda mecze. Wydaje browary i papierosy. Czasem wpada do mnie jak po ogień i woła – mamy czterech turystów! Nie mam pojęcia jak zrobić tę twoją sałatkę hawajską!
No to idę. Przychodzą kolejni, od 19 do 22 – szczyt. Cztery palniki, cztery ręce i – dajmy na to siedem albo osiem obiadów różnych do zrobienia. Masakra! O 22 się uspokaja. Puszczam muzę. Prodigy albo Gotan Project.
Albo Anne Jantar. Piwo się leje, czasem rum… Jak ktoś ładnie poprosi to mu tosta podam.
Iwooooon!~- wrzeszczy Bask ze swojego pokoju.- Nie zrobiłabyś mi sałatki z owoców? No pewnie że bym zrobiła. Dopisuje sałatkę na krechę. Lobo czyli Wilk z Medellin zagląda: A lody może masz? A mam. A dasz? Dam.
Jacyś nowi turyści nieśmiało zaglądają. Chinka zamawia sałatkę polską z marchewką z zupy i jajem…Przysiadam się do ludzi. Rozmawiamy.
Australijczyk, który walczy na otwartym morzu z poławiaczami wielorybów uczy mnie mandaryńskiego (mieszkał w Chinach, jest ekonomistą).
Dwie Pippie Langstrumpf opowiadają kawały.
Starsza pani z Argentyny zaprasza do siebie na pampę.
Chłopak z Bogoty opowiada że i w Kolumbii ciężko być dziennikarzem. Włąśnie się uczy jak być pismakiem. Biedaczek.
Niemiec-prawnik żali się ża ma za mało czasu na urlop.
Paciorkowce ściągają z plaży. – Coś wegetariańskiego mi zrób. Robię. Grają na gitarze. Me gusta tocar guitarra me gusta canatar al sol… itd. Organki. Flet. Bębenek. Przychodzą kolejni. Fiesta trwa do 3.
..
Ale bywa i tak, że oglądam film razem ze starym Baskiem i Enderem oraz kilkoma osobami, co spokojnie sączą piwo i zamykam o 23. Codziennie zapadam w zdrowy głuchy dobry sen.
I w zasadzie to nie mam czasu zastanawiać się aktualnie nad tym, czy ja bym chciała mieć tak jak ja.
Gdyby nie Patryk i Piotrek, nie zadałabym sobie tego pytania.
Ale dzięki nim przynajmniej wiem, jaka jest na nie odpowiedź.
Pozwólcie, że nie wyjawię Wam jak ona brzmi :-)
A Patryk i Piotrek? Wrócą do Polski i będą mieć tak, jak mają. Mam szczerą nadzieję, że tak właśnie chcą. „Ani nam się witać ani żegnać. żyjemy na dwóch archipelagach, a te słowa, ta woda… cóż znaczą książe, cóż znaczą?
(Z. Herbert „Tren Fortrynbrasa”).

Reklamy

Działania

Information

7 Komentarzy

23 11 2010
Ambasador

Bo nasze światy to osiedla na drugich końcach miasta, kanapy po przeciwnych stronach baru, statki ledwo widzące się na horyzoncie.

23 11 2010
iwonkapibara

Nasze Ambasadorze to akurat całkiem blisko siebie pływające statki. Tak mi się wydaje. :-)

24 11 2010
Ambasador

Wiesz jak jest. Plaży nie ma (u mnie).

24 11 2010
iwonkapibara

No wiem. To moze wpadniesz na moją? Plażę. Zrobię Ci schabowego i sałatkę jarzynową. Jak u cioci na imienienach! ;-)

29 11 2010
skromna_jolka

Hej, normalnie zaczynam żałować, że wymieniłam Kostarykę na dziecko, co za wyrodna matka ;) Ha, może Cię jakoś odwiedzimy? Ale numer, gotujesz!!! Powodzenia!!!

29 11 2010
skromna_jolka

Muszę w końcu nauczyć się pierogi robić!!!

8 12 2010
apeiron79

a ja bym nie chcial nic miec, tylko byc. W Kolumbii jest to mozliwe, wszedzie jest, wystarczy chciec poszukiwac ;o)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: