O tym, czy ja wolę twarde, o jajach, rzeźniku i dlaczego stewardesa nie położyła się na Bohaterze

25 02 2011

-Ależ obtarłem sobie jaja – oznajmił i usiadł przy stole, na którym chwilę wcześniej postawiłam sobie talerz zupy.
Nic nie odpowiedziałam.
Przyzwyczaiłam się już. Mieszka w Miramarze od kilku dni, a większość czasu spędza u mnie. Nic nie kupuje. Przynosi własną colę, własny browar i własne kanapki. Polak z obczyzny, który pracował w knajpie na Sycylii. Uczył mnie robić prawdziwie włoską pizzę.  -„O jakie ci fajne ciasto wyszło!- mówię. Takie mięciutkie. Super!”.
-Myślałem, że ty wolisz twarde.
Zero reakcji.
-Twarde i duże – zarechotał.

-Słyszałaś?
-Nie.
Innym razem wchodzi do kuchni, staje i gapi się, więc nieroztropnie pytam: Czego dusza pragnie?
-Ciebie. (rechot obowiązkowy. Swińskie oczka mu zalśniły obleśnie). A mi zupa podeszła do gardła.

O chwytach za kolanko, smyraniach po ramionkach i pozostałych, nie wspomnę. Smyra mnie, Olę i wszystkie napotkane przygodne panie.
-Wiesz co, nie lubimy jak się nas dotyka – próbowałyśmy grzecznie. Bez skutku, rzecz jasna. Typ niereformowalny. Oblech o umysłowości makaka wschodniego (nie obrażając makaka).
Rany boskie co za typ! Do tego dowiedziałyśmy się już, że kasy ma tyle, że od wielu lat może sobie jeździć po świecie (teraz jest w rocznej podróży), a jego firma zarabia na niego, był wiceprezesem sieci francuskiego hipermarketu, pracował w kuchni w Paryżu, zrobił kariere w Microsofcie, a panie stewardesy w samolocie zawsze szukają dla niego super miejsca.
– Jedna nawet przesadziła mnie do biznes klasy! – pręży się z dumy Bohater.
– I tylko tyle? Nie położyła się na tobie?! Naprawdę nie? – parska śmiechem Ania.
Bohater nie wie, że jest żałosny. My- dziewczyny- dusimy się ze śmiechu. Niestety – Ola z Gdańska już pojechała sobie do Medellin, Ania z Warszawy wyniosła się też z Santa Marta, a ja zostałam sama z „bohaterem”. Dziś zaproponował mi, że najpierw ja poliżę jego a potem on poliże mnie. (???!!!) . Czuję się jak drugoplanowa postać w filmie „Głupi i głupszy”, ale wiem, że to się dzieje naprawdę. Tacy goście istnieją NAPRAWDĘ.

Inny Polak, który zawinął do portu, zmęczył mnie… gadaniem. Typ narcystyczny, skory do zwierzeń. Dużo mówił. Głównie o sobie. I niestety – niezbyt ciekawie. A ja… no cóż – nie mogłam wstać i wyjść.

Federico, student z Bogoty, czyta mi swoje wiersze do niejakiej argentyńskiej Xymeny i konsultuje każdą linijkę. Egzaltacja- 10 punktów. Na 10.

A mi się zawsze wydawało, że facet to powinien mało gadać, a dużo robić. Znam kilku takich, znaczy że da się: Pan Tajemniczy, Ender i mój – od niedawna – przyjaciel, poznany tutaj austriacki Rzeźnik, który ostatnio napisał mi w mailu: „Don,t worry. I will take care about everything”.
„Nie martw się. Zadbam o wszystko”.

Pomyśleć tylko: Mam przyjaciela rzeźnika, który zadba o wszystko.
Całą resztą – nie martwię się więc.

Reklamy

Działania

Information

3 Komentarze

27 02 2011
mambushi

niestety taki gość ma po prostu taktykę: spróbuję 10 razy, parę razy się uda polizać. naprawdę. są takie co się zgodzą.

28 02 2011
skromna_jolka

wiem, że to nie śmieszne ale że tak powiem uśmiałam się, hej, a może przyjedziemy do Ciebie z Tochą? no… dzieci tam mają szansę przeżycia? na miesiąc byśmy przyjechały, tylko nam oblicz ile potrzebujemy ten tego bejmów :)

14 03 2011
verita

Chociaż nie powinnam się śmiać bo dla Ciebie nie były to żarty ale sposób postępowania tych facetów po prostu powala na nogi. Skąd się tacy biorą???
Facet zdecydowanie powinien przekonać do siebie czynami nie słowami a gadki zostawić nam, kobietom. Lepiej się na tym znamy :)
Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: