Znikający element

3 06 2011

Deszcz zaczyna padać zawsze o tej samej porze. I zawsze, ile by już razy nie padał, wychodzę na próg i z przerażeniem wpatruję się w podnoszący się poziom wody. Centymetr po centymetrze, brudne bajoro zbliża się do mojego domu. Zaczynam panikować. Co robić? Znaleźć jakąś dyktę? Nie – przemoknie! Dechy kawał? No ale gdzie? Ciemno, głęboko po kolana, na ulicach nikogo – gdzie ja teraz będę dechy szukać? Przeszukuję nerwowo walizki – jest blaszana zawieszka z napisem CAUCION! LOW FLYING ANGELS! Nada się? Gdzie tam. Za krótka, za mała. Za nisko anioły latają. No to koniec. Uzbrojona w szczotkę otwieram drzwi, żeby walczyć z żywiołem, leje mi się na łeb jak z cebra. Spoglądam w niebo i… przestaje padać. Tak po prostu. Jakby zapominalski Pan Bóg, poruszony moim pełnym wyrzutu spojrzeniem, przypomniał sobie, że trzeba zakręcać wodę w kranie, bo dzieci w w Afryce nie mają co pić.
I ciach! Zakręca.
Dzień w dzień – to samo.
Powinnam się przyzwyczaić, dawno już zaopatrzyć w jakieś zabezpieczające drzwi żelastwo, albo po prostu przejść nad krótkimi, acz zapierającymi dech w piersi powodziami do porządku dziennego. No ale wciąż nie mogę jakoś.
W każdym razie donoszę, że u mnie nadal sucho, choć cała Kolumbia – pod wodą.
Myślę, czyby nie zawiesić blogowej działalności, bo coś jakby nudą wieje. Blog z podróży, zamienił się bloga z emigracji, a to już nie to samo, o nie.
Stępiły mi się zmysły. Wciąż jedną nogą jestem w Europie, a drugą tylko – i to tą mniej pewną – w Nowym Świecie. Jestem jak ostrożny singiel, trochę zakochany, ale bardziej niepewny, bardziej lękliwy i zatroskany o to, że miłość oznaczać może utratę niezależności. Więc nie wyrzekam się tak zupełnie Europy, co bije po kieszeni i sprawia, że uczucie do dwóch moich oblubienic (Polski i Kolumbii) kosztuje. (No ale zdaje się, taka miłośc niemetaforyczna wcale – np. do żony i kochanki – również kosztuje podwójnie).
A zmysły? Kiedyś jak szalona robiłam zdjęcia. Wszystko wydawało mi się malownicze, typowe, cudowne i godne uwiecznienia. Kot pożerający jaszczurkę, gruba murzynka w oknie, szaman z piwem, wąsaty rzezimieszek z maczetą rodem z filmów Rodrigueza.
A teraz co? Nieliczni Indianie przybywający do miasta przybijają mi piątkę i pytają, kiedy wreszcie dam im szczeniaka od Szakiry. Szaman – jak to szaman – nie gada za wiele – robi swoje i dobrze na tym wychodzi. Czasem siadamy sobie z szamanem pod sklepem Gustava i gapimy się wspólnie w telewizor albo sączymy zimne napoje. i proszę mi wierzyć – nie robi to na mnie ŻADNEGO wrażenia. Na szamanie – tym bardziej.
Czasem ginę w lesie. Czasem spokój przynosi horyzont i szum morza. Innym razem zapach dojrzałego mango.
To tak jakby zanurzyć się we śnie. Wszystko jest logiczne i nic nie dziwi, choć, kiedy pomyśleć o tym gdzie indziej i w innym czasie – wydaje się jednak nierzeczywiste. Ale ja jestem już kawałkiem tego świata. Jaki by on nie był. Znikającym elementem (bo znikam jednak czasem z tego świata po to, aby na chwilę pojawić się w innym).
Wtedy dopiero dostrzegam róznice. Zdenerwowałam się okropnie, korzystając w Warszawie z bankomatu. Maszyna POŁKNĘŁA mi kartę! No tak, na czas operacji, to u nas normalne. A tutaj karta tkwi sobie w bankomatowej paszczęce i nic jej nie wciąga, więc gdy moje Maestro zniknęło w czeluściach polskiej maszyny, poczułam się oszukana.
Innym razem nieomal nie dałam się przejechać na Nowolipkach. W Santa Marta ulice są jednokierunkowe, więc tradycyjnie machnęłam głową w lewo, lustrując zwyczajowo, czy nic nie najeżdża i… śmiało ruszyłam przed się. A tu z prawej pędzi niebieska skoda, trąbi i piskiem hamulców daje znać, że nie chce dziś mnie mieć na sumieniu. A ja stoję jak ciele. Z prawej? Patrzyłam w lewo!!!
Drobiazgi nie warte uwagi – ktoś powie.
Ale to z nich składa się teraz mój świat. I moja schizofrenia.

Reklamy

Działania

Information

One response

12 06 2011
ciuchcia

Zrób jednak zdjecie szamanowi:) a w progu moze zainstaluj worki z piaskiem?:)
Buziaki!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: