Jak żyć bez Bolka i Lolka?

29 08 2011

Ile razy rozmawiałam z ludźmi, którzy zdecydowali sie na emigrację do dziwnych krajów – a konkretnie do któregokolwiek kraju Ameryki Południowej wcześnie czy później słyszalam: „No cóż, będziesz musiała nieraz zrobić dobrą minę do złej gry”. Od nas oczekuje się (tzn. lokalsi oczekują), że jako gringo zawsze bedziemy mieć kasę i jest nam łatwo (w domyśle: a im nie). A ci co zostali po drugiej stronie oceanu oczekują, że zawsze będzie biła od nas energia jak od upalonego koką marynarza albo od karaibskiej tancerki cumbii. A jak nie bije, to znaczy się – coś nie halo.

No zesz wy pokręcone ludzie: A wy tak naprawdę każdego dnia klepiecie się z uciechy po kolanach, praca rozbawia Was aż do bólu rozciągniętych w gigaśmiechu szczęk, kanar w tramwaju rozśmiesza do łez, a w ogóle każdy dzień w Polsce do dla Was po prostu przyjemna wycieczka do Cyrku Julinek albo podglądanie przezabawnych misiów w ZOO? Dla mnie nie. A przynajmniej NIE ZAWSZE!!!

I to szczere wyznanie budzi dziki lęk wielu osób: jak to? Siedzi panna na Karaibach i śmie narzekać? Za chwilę usłyszę: a widzisz, a nie mówilam? To juz ty lepiej wracaj, itd.

No ale czy doprawdy tak trudno pojąć, że czym innym jest mniej lub bardziej luzacka, dłuższa czy krótsza podróż, a czym innym próba wejscia w lokalną społeczność, przeniknięcia mentalności a następnie wybór: godzę się na to, czy nie? Potrafię zaakceptować Innego i fakt że NAPRAWDĘ MOCNO JEST INNY!!!!, czy nie? O ile powinien to na użytek badań terenowych umieć każdy antropolog czy etnograf albo podróżujący w poszukiwaniu natchnienia zbieracz wrażeń jakim jest, dajmy na to, pisarz czy malarz, to ja – ja – Iwonkapibara mam do k..wy nędzy z tym spory kłopot!

Co nie oznacza wcale, że nie chcę wrócić do Kolumbii i walczyć dalej. My, emigranci, tracimy coś cennego – nie mówię tu o moich stratach – pozbawiam się na własne życzenie czereśni, babeczek śmietankowych, ciemnego chleba i chleba w ogóle, ogórkowej, pór roku, kwitnących wiosną kwiatów i śniegu. Ale to małe miki. Będę sobie chciała konwalie powąchać to przylecę, śnieg w AmPD też się znajdzie bez problemu. Natomiast poczucia bezpieczeństwa jakie daje wspólny – jednak tak, jednak wspólny kod kulturowy… tego sobie w Kolumbii w żaden sposób nie wywalczę.

Kiedyś Admin tego bloga pojechał na studia do USA. Wrócił bodajże po dwóch latach. Na własne życzenie. Powiedział mi: Z nikim tam się nie byłem w stanie dogadać. Nie znali Bolka i Lolka ani Czterech Pancernych… Teraz go dopiero do końca zrozumiałam. Jest mi szalenie obce polskie piekiełko z żałosną polityką i nawiedzonymi krzyżowcami. Architektura w Warszawie to jakiś kosmiczny żart. Polska to zadupie gdzie psy tyłkami szczekają, prowincja Europy, nie mam co do tego wątpliwości. Ale przecież żyjemy w globalnej wiosce – latamy sobie po świecie, kontaktujemy z nim codziennie w sieci, itd wiec takie jakieś Misie Uszatki czy inne Bolki i Lolki zupełnie nie powinny mieć znaczenia. I może nie miałyby aż takiego, gdybym zamieszkała we Francji albo w Hiszpanii.

Ale tak się składa, że mieszkam w Kolumbii, na dodatek na prowincji, na dodatek na wybrzeżu, na dodatek na karaibskim (wpływy afrykańskie) i rozmiary nieporozumień są nieco większe niż te bolkowololkowe. Szok kulturowy następuje stopniowo. Narasta jak grzybnia. Zbiera się, zbiera, czasem ulewa a potem… zaczynamy od nowa. Bo przecież nie jest tylko tak, że my – emigranci nie dostajemy nic w zamian. Ktoś wyjechał bo dostał świetną pracę, innego trzyma big love i nic go nie rusza, jeszcze inny ktoś spełnił swoje marzenie i zamieszkał tam, gdzie zawsze chciał. A ja? Ja dostałam też dużo. Wiec nie narzekam, tylko pytam Was – czytających mnie emigrantów: Jak sobie z tym wszystkim radzicie?

Reklamy

Działania

Information

6 Komentarzy

30 08 2011
Ambasador Polski w Boliwii

Nie radzę sobie zupełnie. Żeby nie oszaleć słucham dużo polskiego hip hopu. :)

30 08 2011
Ofca

No ja akurat sobie radzę świetnie, ale jestem wciąż w Europie, wyspiarskiej bo wyspiarskiej, ale Europie. Chociaż nie wkurzam się, wkurzam strasznie, na idiotyzm budowniczy na przykład. Izolacji w budynkach zero, a ogrzewanie wielokrotnie elektryczne (mi akurat udało się z gazowym uff, chociaż i cenę tego mają podnieść od października). I pic na tym polega, że dla tubylców to nawet nie jest problem, czy kwestia, którą należy jakoś rozwiązać, wilgoć na przykład. Budują dalej takie zakichane chatki i płacą kolosalne rachunki, ale psioczą nagminnie, że zimy coraz sroższe, a grzyb na ścianach trzeba co rusz zamalowywać. Mam czasem wrażenie, że ludzie tu nie są logiczni za grosz. Co do potrzeb wyższych natomiast, polskości jest tu w bród, a i Ojczyzna w zasięgu ręki, ale mam też wielką przyjemność w obcowaniu z lokalną ofertą intelektualno-kulturalną (z Bulmersem na przykład haha). No i mentalność, o wiele bardziej prosta w obsłudze, w ogóle tutaj chyba łatwiej jest żyć. I widoki przecudne. Nie wiem, przynam, że jakoś głębiej się nad swoim statusem imigranta nie zastanawiałam, i tak mija już 7,5 roku :)
Cierpliwości i wyrozumiałości życzę. Mañana LOL
Serdecznie
Ofczę irlandzkie

31 08 2011
iwonkapibara

Przydadzą się oj tak – ta cierpliwość i wyrozumiałość! A Ty Offfczę co tak zamilkłaś? Zaglądam na bloga, a tam cicho, pusto, wiatr hula! Do rrrroboty!
;-)

4 09 2011
anitka

Czytam Twoj blog od jakiegos czasu i musze przyznac, ze swietnie sobie radzisz. Tez jestem emigrantka, ale w Europie. Z mojego doswiadczenia wynika, ze jak sie przetrwa pierwsze 5 lat to potem juz z gorki i to bez wzgledu ma kierunek emigracji. Bede pozna jesienia w Twojej okolicy i jesli podasz dokladniejsze namiary gdzie Cie moge znalezc, to moze bedziemy mogly sobie porozmawiac. Wybrzeze Kolumbii jest miejscem, ktore odwiedzam dosc regularnie. Z jednym nie do konca sie zgadzam. Ani Polska nie jest prowincja, ani wybrzeze Kolumbii moim zdaniem tez nie. Ja nie znosze Bogoty. Moje pierwsze wrazenia z wybrzeza tez nie byly najlepsze, potem sie to zmienilo. Rozumiem , ze bylas na imprezie z okazji swieta narodowego Kolumbii. Ja akurat w tym roku nie bylam. Obecny, a konczacy juz swoja kadencje ambasador organizowal bardzo dobre rauty i nie tylko.W ubieglym roku zaprosili zespol z Kolumbii.To byly trzy dni imprezy, z wystepami (pokaz tancow ludowych), z przejsciem tanczacego korowodu Krakowskim Przedmiesciem wlacznie. Czegos tak fantastycznego nie widzialam nawet na karnawale w Barranquilli. To byl zawodowy zespol i tanczyli rewelacyjnie, jak zaczarowani. Do tej pory mam to przed oczami.Niestety nie mialam kamery. Tak ,ze glowa do gory i nie zrazaj sie przeciwnosciami.

4 09 2011
anitka

W srodowisku Latynosow z roznych krajow obracam sie od bardzo dawna i moze dlatego mniej sie irytuje ich slabosciami. Dla nich to my jestesmy dziwni z tym wiecznym pospiechem.
Pamietam jak sto lat temu w Kolumbii znajomy umowil sie na sobote , ze wpadnie do domu . Bylam swiecie przekonana, ze to bylo wiazace. Jak sie nie pojawil o umowionej godzinie, to zapytalam gospodarza domu czy cos mu wypadlo, a on zdziwiony odpowiedzial , ze przeciez wiadomo bylo, ze to nie bylo zobowiazujace, bo..nie potwierdzil ponownie.
Z tego powodu oni sie nigdy nie umawiaja na ulicy, bo moznaby korzenie zapuscic czekajac.
Ale jak sie mnie zapytasz, to najlepsze fiesty to byly wlasnie w gronie Latynosow, I za to m.in ich lubie za te spontanicznosc. Oraz za stosunek rodzicow do dzieci i vice versa. Widzialas w Polsce czy gdziekolwiek indziej , zeby 16 latek przy gosciach siadal ojcu na kolanach? Albo dorastajacy syn tanczacy z matka czy siostra? Sa bardziej zzyci ze swoimi rodzinami i nie wstydza sie tego okazywac.

17 09 2011
Emilia

Ja jeszcze przeżywam emigracyjny honeymoon, ale obiecuje się odezwać, jak minie.. Na razie na miękko przyjmuję dezorganizujące pracę black outy (które potrafią zaskoczyć bardziej niż najbardziej nieprzewidywalny kochanek), to że wiele rzeczy jest o wiele droższych niż w Polsce ( i o ile nie stanowi to dużego problemu przy zakupach prywatnych, to rozkłada na łopatki mój budżet „służbowy”), że nawet kupno tonera do drukarki jest wyprawą prawie po złoto… na razie… na razie korzystam z honeymoon`a i nucę raz po raz Sarę Tavares… potem pewnie przyjdzie czas na Sepulturę albo innych rozkrzyczanych chłopaków… :)

Pozdrawiam,

Emi-grantka :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: