Jeden cyc pod głowę a drugim się przykryć! – o tym co muszę, a czego nie

18 09 2011

– Ale z ciebie kaaaaawał baby – rzucił od niechcenia Pan Tajemniczy, lustrując mnie przed wyjściem na ostatniego Almodovara (tego o skórze). No i przestało być miło. Co jest do cholery? Przecież przytyłam TYLKO 5 kilo w dwa i pół miesiąca! ;-) Przy górach paszy jaką spożywałam (niech żyją węglowodany, niech żyją pierogi ruskie i kilogramy pszennych bułeczek z serem pleśniowym albo kiełbasą!) to jakby nic.

A podobno kochanego ciała nigdy dosyć! Okazuje się, że dosyć, a poza tym akurat humoru nie miałam i nie doceniłam lekkości żarciku. Uf, co za tekst – jeszcze posapuję i puszczam dym nosem i siarką strzelam spod racicy!

Przecie sam mi padalac jeden bezy pod nos podtykał, makowczyki znosił i inne wypasy popełniał, świadom chyba CO CZYNI???

Dobra, zgoda, 60 kilo w porywach z małym haczykiem to nie jest moja ulubiona liczba jeśli chodzi o licznik wagi, ale też nie zamierzam przetrasformować się w zakompleksioną Bridgett Jones! Niedoczekanie! 60 kilo to, rzec można taka … eee… kobieca pełnia? Obłe przytulisko. Miękki spokój i sybaryckie szczęście!

Niejaki Henio co to miał kiedyś dwa razy od siebie większą Maję powiadał mi: Ja to lubię zakopać się na jej brzuchu – jeden cyc pod głowę, drugim się przykryć i jest OK. Czytam czasem na forach: Rany, pomóżcie MUSZĘ schudnąć 3 kilo, z 51 przytyłam do 54 kilogramów! No, aleś się kobito zapasła!- chciałoby się powiedzieć.

Lata świetlne temu, gdy przędłam w pisemku dla młodych panien, pisałam tekst o anorektyczkach. Dziewczyny ważyły się tylko rano, po wykonaniu kilkuset brzuszków i przed myciem zębów, bo odrobina pasty niewypłukana mogła sprawić, że laska stanie się o.. gram cięższa!

Moja krucjata antyodchudzeniowa trwa, czasem tylko mam wrażenie, że nikt mnie nie rozumie, może jeno Piotr Bikont co brzuszysko pasie nad podziw dorodne (a nikt Mu tego wypomniec nie śmie!). Ja swoje paść niestety już kończę – w Kolumbii klimat i kuchnia (masa warzyw, owoców, ryb i tony mariscos, za to brak dobrego chleba, kiełbasy, drogie sery itd) sprawiają, ze kilogramy lecą na łeb na szyję (zapraszam do siebie na wczasy… regenerująco-odchudzające!).

A tak – mam i takie w pakiecie Jungle Tour. Wiem, niby niekonsekwentną z deczka jestem – ale co tam. Są tacy co lubią być na diecie, a kolumbijska z tymi ich ananasami i papajami jest doprawdy baaardzo przyjemna. Będą lekcje salsy, boski Banderas jako instruktor fitness, joga o poranku na plaży, masaże ujędrniające, kokosowe mikstury na ciało, trekkingi, wypacanie na parkiecie siódmych potów i… panie i panowie do Polski wrócą jak nowi. Niebawem (prawda Adminie???) zawiśnie zakładka ze wszystkimi opcjami jakie wypluwa coraz szybciej z siebie Jungle Tour. Strona w budowie. Się robi.

Ja tymczasem kończę moje przydługie wakacje. Znowu całkiem niechcący wylądowałam nad Jeziorem Bodeńskim, tym razem zrobiliśmy z Rzeźnikiem wycieczkę do Tyrolu, który rozwalił mnie na łopatki. Do tej pory leżę i kwiczę – jakież tam cudne landsztafciki mają ci Austriacy! Pojechaliśmy pod Insbruck, do Muzeum Svarowskiego, które szczerze wszystkim polecam. Proszę sobie tylko nie wyobrażać, że tam się li i jedynie biżutów naoglądacie! Sale jak ze snu urajanego na maksa Witkacego albo innego Coctou po haszyszu CO NAJMNIEJ. Teatry mechaniczne i kryształowe lustra, kryształowy las, kryształowe puzzle Posejdona, kryształowa choinka Alexandra McQueena i księżyc ze słońcem na łyżwach. Kryształowych rzecz jasna. A na koniec gigantyczny pasaż z biżuterią do koloru do wyboru! Bez kasy jechać do Galerii Svarowskiego to pomyłka. Na szczęście mój zaprzyjaźniony Rzeźnik stanął na wysokości zadania i biało seledynowe kryształki połyskują na palcu dłoni, którą klepię dla Was ten wpis.

No a jeśli już mam głos, to powiem, że zaszczyt mnie kopnął bo miłe mi całkiem miasto Gdańsk zaprosiło mnie na Forum Blogerów. Nazywa się toto Blog Forum Gdańsk 2011 i odbędzie się w połowie października. Ale co z tego, kiedy w połowie października to ja będę wyprowadzać mojego psa z psychozy w jaką popadł bez pani i spacerów nad morze, będę szaleć w Casa Blance z kolektywem artystycznym La Redada i szykować moje objazdówki dla Odważnych Turystów co to wybrali usługi Biura Jungle Tour!!! ;-) Ale nawet gdybym była w tym czasie w kraju – nie pojechałabym chyba. Forum zorganizowano – jak pisze Miła Pani w zaproszeniu – aby dać szansę poznania w realu innych blogerów.

Ale po co? Przecież blog żyje tylko w sieci. Nie mam najmniejszej potrzeby poznawania innych blogerów. Czemu by to niby miało służyć? – nie bardzo wiem.

Tak czy owak – nie jadę.

A kolektyw La Redada (Połów, Zarzucenie Sieci) można sobie tutaj http://www.facebook.com/laredada?ref=ts obejrzeć. To grupa szalonych artystów tworzących na bogotańskiej Candelarii coś a la warszawski CDQ albo raczej Chłodną 25. Ludzie kreatywni, młodzi, z pomysłami, w przeważającej części ekolodzy, alterglobaliści, politycznie zaangażowani. Muzyka, warsztaty, sztuki plastyczne, wystawy fotografii, darmowe pokazy filmowe. Kiedy usłyszeli o szalonej Polce, która ma zamiar puszczać Flipa i Flapa na Karaibach – napisali do mnie. Spotkamy się już (w Bogocie) za tydzień a potem… otwieramy w Casablance karaibską filie La Redady ;-))))!!! Na otwarcie zaproszony został zespół muzyczny z Argentyny. Zaczynamy festiwalem cumbii i umajeniem mojego patia w ramach projektu ZBUNTOWANE OGRODY (http://www.wix.com/casaentrecomillas/jardinesinsurgentes#!project-01), który dzięki recyklingowi i twórczemu zagospodarowaniu wnętrz zamkniętych i otwartych zmienia wizję i podejście do miejskiej przestrzeni. Naprawdę fajna sprawa! Oczywiście zapraszam do współpracy!

Nie wiem jeszcze jak ja to ogarnę, ale jak na razie mój prywatny Festiwal Skrzyżowania Kultur rozwija się w tempie stałym przyspieszonym. Jungle Tour już odpaliło silniki, Casablancę otwieramy 1 października, mała restauracyjka z menu del dia – innym każdego dnia – zaraz potem otwiera podwoje. La Redada rusza pełną parą.

A przecież jeszcze jakieś artykuły, jakieś dwie umowy na książkę cieplutkie leżą odłogiem na pulpicie, no i najwazniejszy, największy bombowy projekt, o którym – coby nie zapeszyć – na razię nie powiem nic… a  przecież jeszcze JESZCZE MUSZĘ SCHUDNĄĆ TE 5 KILO!  Ale jak widzę, ile mnie pracy czeka to myślę, że z tym akurat nie będzie najmniejszego problemu.

PS. Wylatuję w sobotę, więc jeśli ktoś coś…jakieś sprawy na cito… no to migiem!

PS. A Panów napominam i upraszam: Nigdy przenigdy, żeby nie wiem co, i nieważne czy do byłej czy obecnej narzeczonej nie mówcie tak: Ale z ciebie kawał baby! ;-) Jeśli już to: Ależ z Ciebie kawał babeczki. SŁODKIEJ!!!

Reklamy

Działania

Information

2 Komentarze

18 09 2011
graforoman

Ten facet w kinie, to on komplement strzelił, a że faceci z taktem nie są za pan brat, to i wyrazy uznania wychodzą im średnio. Nic tylko się cieszyć. :)

19 09 2011
iwonkapibara

Tja … wlasnie sie dowiedziałam że niby było dokładnie tak jak prawisz Graforomanie! Chodziło o to że… jestem jak gruszka. Wielka i soczysta! Może ja jakaś troche przewrażliwiona cuś jestem? Ostatnio sypiam 4 godziny na dobe… ale na wszellki wypadek jednak uczulam na te „baby” . ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: