Te, co skacza i fruwaja na nasz program zapraszaja

12 04 2012

I gdzie podziala sie Dyzia? –  zal nasz jest nieutulony. Dyzia bowiem zniknela. Byc moze, (jest jeszcze malenka nadzieja) siedzi na drzewie, ale bardziej prawdopodobne zdaje sie, ze obrazila sie i odeszla. Zreszta drzewo zostalo zajete przez szwadron ptaszkow. Jakich? A pojecia nie mam, ale wrzask jaki robia nad uchem o 5 nad ranem pozwala domniemywac, ze sa ich setki najrozniejszej masci. Dywizjony papuzek falistych, pulki tukanow i zastepy ar. Dyzia by tego nie zniosla. (a ja musze!).

Dyzie znalazl sasiad – Paisa. Mieszkala w opuszczonym domu i przymierala glodem, bo tez i nie w kazdym domu rosnie sobie drzewo lisciaste… Paisa wiedzial , ze w moim rosnie,  totez postanowil sprezentowac mi Dyzie. Nieszczesliwie nie bylo mnie akurat w domu, wiec Paisa do spolki z Enderem ustalili sami nader roztropnie, ze puszcza Dyzie na rzeczone drzewo. I zpomnieli mi o tym powiedziec. Oczywiscie. Dyzia tez siedziala cicho i ani mru mru, sladu zycia nie dawala, bo tez i takie dyzie zbyt glosne ogolnie nie sa.

A potem przyszedl ten dzien. Nie, nie ten, w ktorym peklo niebo, tylko ten, w ktorym weszlam do pokoju i zobaczylam gigantyczny zielony ogon znikajacy pod moim lozkiem. – AAAAAAA!!!! ‘- zawylam w nadziei ze nadejdzie odsiecz. Bylam w domu sama, nikt nie przyszedl. O nie, przepraszam, moj niezastapiony Mruczek mnie nie zawiodl! Pod lozkiem, gdzie zniknal wijacy sie potwor, szczesliwie stacjonowal moj kot. Wystrzelily jak z katapulty oba zwierzaki, najpierw TO GIGANTYCZNE COS, co kolyszacym sie pijanym zygzaczkiem popelzlo czy tez podreptalo na krotkich nozkach wprost do kuchni, a tuz za nim sadzil susami kocur. Uslyszalam dzwiek  tluczonych butelek. COS wparowalo z impetem w samo centum ustawionych w rzadku butli oliwy, octu balsamicznego, sosu sojowego i innych butelkowych smakolykow.  Zapachnialo, zajasnialo ‘…. Dyzia, ach to Ty!

-To przeciez Dyzia – oswiecil mnie 12 letni syn Dilsy,  Jaime, ktory wlasnie wpadl na momencik do Casablanki. – Mieszka na drzewie, to prezent dla ciebie od Paisy, chcielismy schowac do pudelka, ale Ender powiedzial, ze ty nie lubisz trzymac dzikich zwierzat w klatce (fakt, nie lubie, ale czy ktos powiedzial ze lubie je pod moim lozkiem???!!!).

No dobrze, zbierzmy fakty. TO wlazlo pod regal w kuchni, ale jest tak wielkie, ze wystaje TEMU ogon i ten ogon atakuje Mruczek, przewracajac kolejne butelki i siejac spustoszenie czyha na zycia STWORA (jesli mi zbili Casillero del Diablo, to nie patrzac na nic udusze oba stwory i zrobie z nich potrawke!!!! Jak nic!).

Jaime, inteligentny chlopak uzbrojony w patyk oznajmil: sprobuje ja wykurzyc, a ty zamknij kota… eeee…w szafie. Tak tez poslusznie uczynilam. Oglupialy Lincey zostal umieszczony na gornej polce, Szakira zamknieta w lazience – zwierzyna wykazywala nastroje waleczne…(ogolnie nie lubie trupow w kuchni, a wielkich i zielonych trupow w kuchni nie lubie najbardziej!). Plan byl dobry, ale nie wiedzielismy o jednym. Ze wielkie zielone COS ma zeby i potrafi szeroko otworzyc paszcze syczac przy tym jadowicie. Na przyklad na widok patyka tak sie mu-jej robi…, a nam odechcialo sie wchodzic w interakcje…

Popatrzylismy smutno na siebie, ja i Jaime… – Moze sobie pojdzie? – niesmialo zamarzylo mi sie. – No moze. – z nadzieja pokiwal glowa Jaime. – Ale zjemy dzis w restauracji, wiesz, chyba nie mam ochoty zagladac dzis do kuchni… – Jasne, znam taka tania i dobra… no jasne…

Po powrocie Endera kuchnia byla juz pusta, pobojowisko butelkowe wskazywalo tylko na to, ze zaszlo tu cos niezwyklego. Popatrzyl pytajaco.

–          Dyzia. – wycedzilam.

–          Ach, swietnie. Zeszla z drzewa? Odwazna dziewczynka!

–          Ona???? To ja jestem #%$&%/&(/!!!!!!!!!! Odwazna Dziewczynka!!!!!! Mogles mi powiedziec, ze winkrustowales w ten dom potwora!

–          To nie potwor, to iguana.

–          Pol metrowa bestia.

–          Dziecko jeszcze przeciez, nie przesadzaj.

–          … jak to: dziecko?

–          No… jak dorosnie osiagnie ponad metr dlugosci. Dorodne okazy moga nawet urosnac do poltora metra.

–          Czyli za jakis czas to ona zje kota a nie kot ja, tak?

–          Nie, skad, to wegetarianka. Zje nam cale drzewo, haha.

Haha. Poplakac sie mozna ze smiechu. Dyzia, poltorametrowa iguana, nasza nowa podopieczna, wspaniale! Moze jednak poczula sie niemile widziana i znalazla sobie inny domek? Ojala! Czyli po polsku OBYYYYY!!!!

Portret pamiewciowy dyzi…. Tu: http://www.google.com.co/imgres?q=iguana+grande&hl=es&gbv=2&biw=853&bih=424&tbm=isch&tbnid=-0LzMXg5hlf3HM:&imgrefurl=http://www.elrincondelascuatropatas.com/2008/07/capturada-una-iguana-de-dos-metros-en-zaratan-valladolid/&docid=xCT9nI4Vr_kZVM&imgurl=http://www.elrincondelascuatropatas.com/wp-content/uploads/2008/07/iguana-grande.jpg&w=474&h=356&ei=XHGGT8yLFomk9ASGtpDUCA&zoom=1&iact=hc&vpx=69&vpy=106&dur=47&hovh=194&hovw=259&tx=164&ty=140&sig=115973818565466226786&page=1&tbnh=90&tbnw=118&start=0&ndsp=12&ved=1t:429,r:0,s:0,i:88

 

 

Reklamy

Działania

Information

2 Komentarze

16 04 2012
sznupkowie

ach i ech….Iguany sa przepiekne,niesamowicie madre i bardzo takie psie…sama mialam przyjaciela Iguane-Stefana-niestety zostal na Arubie.

17 04 2012
Magda DW

Madre mia!!!! Też bym nie chciała tkaiego współmieszkańca!

pozdrawiam
Magda DW

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: