Jeszcze inny swiat

30 05 2012

U Agnieszki F. To jeszcze nie bylo takie oczywiste. Bo ona nigdy nie byla taka jak ja. Ona nie byla z TEGO swiata, ona byla jak zza szkla, jak wycieta z kolorowej gazety. Agnieszka F. miala mlodziutka mame – modelke, ktora mieszkala z nowym mezem, a moze tylko chlopakiem w USA (co dla mnie brzmialo jak na Marsie), a Agnieszce rekompesowala swoja nieobecnosc drogimi i ladnymi zabawkami. Dla mnie wtedy, w glebokim PRL-u znaczylo to – rozowe kucyki Pony, lalki Barbie z ogromnymi domami, Kenem i blyszczacymi ubrankami, kolorowe pachnace flamastry, bajecznie fluorescencyjny piornik, rozowe gumki do scierania, ktore pachna tak, ze ma ochote sie je zjesc. Mialam siedem lat, kiedy Agnieszka zaprosila mnie do domu. Potem nie chcialam chodzic juz nigdzie indziej. Babcia mojej kolezanki (ktora kazala sobie mowic po imieniu!) zadbana, pewnie … 40-latka niewiele roznila sie od mojej mamy. Ale moja mama nie pachniala tak ladnie,  co tam mama! W kuchni u nas tak ladnie nie pachnialo! U Agnieszki zawsze dostawalysmy prawdziwe kakao i snickersy z Pewexu, czasem jakies zagraniczne chrupki na mleku… Ale najlepszy byl wcale nie caly sliczny-zagraniczny pokoj Agnieszki na pieterku, tylko salon, na parterze. Tam stalo… pianino. A moze nawet fortepian, kto to dzis pamieta?

I czasami Agnieszka grala proste melodie, a i mi dawaly z babcia pobrzdakac. To bylo naprawde cos! Agnieszka mieszkala w willi przy jeziorku czerniakowskim. Czasami wychodzilysmy do ogrodu i lapalysmy muchy do sloika. Potem zakladalysmy dziennik zachowan kazdej muchy opatrzonej stosownym imieniem. Zeby zobaczyc co sie stalo, do sloika wpuszczalysmy czasem pajaka, a innym razem – ose. Nie zazdroscilam Agnieszce tego jej zycia, bo bylo ono tak dalekie od mojej mebloscianki i rozkladanego tapczanu w naszym 52 metrowym mieszkaniu w szarym wiezowcu, ze po prostu… no nie dalo sie tego porownac w zaden sposob.  Cieszylam sie, ze moge do niej chodzic po szkole i bawic sie jej slicfznymi lalkami. Czasami zabieralam moje misie, ale one nie miescily sie do tych plastikowych domkow firmy Mattel. Marzylam po cichu, ze kiedys moze jak bede duza… tez bede miala takie ladne czarne pianino.

Zylam tak pogodzona poki co, ze u mnie nie ma ani codziennej porcji kakao ani pianina nie ma… az do urodzin Magdy G. Wtedy bylam juz starsza – moglam miec 12 lat i powoli rodzilo sie we mnie poczucie estetyki, chcialam miec ladne ubrania i ladny pokoj. Ale moi rodzice nie byli artystami, raczej osobami pragmatycznymi i oszczednymi, zatem zadne fju bzdzju nie wchodzilo w rachube. Jesli pojawialy sie pieniadze to na zamiane malucha na poloneza,  a nie na jakies kolorowe mebelki do pokoju corki. Kiedy na urodzinach Magdy G. zobaczylam palace sie swieczki w bialych swiecznikach, bukieciki suchych kwiatow, kolorowe dywaniki i obrazki na scianach, lalki wydziergane na szydelku, wszystko urzadzone z wielkim smakiem i wyczuciem (tata Magdy byl dzwiekowcem  w zespole rockowym, a Mama pracowala w teatrze) – cos we mnie peklo. U mnie w domu nie bylo mowy o swieczkach (bo to niebezpieczne) jakas serwetke skads wyszarpalam, ale przy tych sklejkach z glebokiego PRLu to wszystko wygladalo … jak sobie mysle o tym – nadal ponuro. A rodzice byli zli, ze takie glupoty po glowie mi chodza.

Na szczescie chwile potem zaprzyjaznilam sie z dziewczynkami, ktora oprocz tego ze sluchaly Bajora i Grechuty, to czytaly juz Stachure (ich mama byla polonistka, a tata dyrektorem kolei), to rowniez powoli zaczynaly… pankowac. Szybko i ja wsiaklam w stylistyke KSU i Kobranocki, Tiltu, Armii i tym podobnych. Swieczki zostaly, ale wloczkowe lalki i spadly na sam dol mojej listy MUST HAVE, za to pojawily sie inne potrzeby – skad mialam niby zdobyc skorzany plaszcz i glany? Bylam drobna i mala i wojskowe buty byly dla mnie za duze. Jak sie ma 13 lat, to sie nie pankuje tylko gra w gume. Rzeczywiscie na Robreggae wydawalo mi sie, ze jestem jedna z najmlodszych, krzyczacych: UWOLNIC SLONIA! Do Jarocina nigdy nie pojechalam. Rodzice twardo zabraniali.

Inny swiat, na prog ktorego podczas swojego dojrzewania wchodzilam, wciaz platal mi figle. Byl taki – owaki, zawsze jednak tak do konca – niedostepny. Zmienialy sie dekoracje, zmieniala stylistyka, ale jedno pozostawalo niezmienne – szok jaki kilkakrotnie w dziecinstwie przezylam, gdy docieralo do mnie, ze zycie urzadzic mozna sobie na 1000 sposobow! Tyle roznych drzwi mozna bylo otworzyc!

Nieposlednia role odegrala w tym Gabrysia, dziewczynka juz nie tyle z rodziny inteligenckiej, co artystycznej. Tata to znana postac ze swiata literatury i filmu,wykladowca lodzkiej filmowki, a mama – malarka. Rodzina, u ktorej herbate pijalo sie w porcelanie, koledowalo w drugi dzien swiat, rozstawialo sztalugi na pieterku, a telewizor zamykalo w rzezbionej szafce…znow przez pewien czas byla dla mnie jakims niedosciglym wzorem z innej bajki. Wiele razy czulam sie jak Cypisek w dobranocce o Smerfach, albo Pszczolka Maja, ktora zawedrowala do filmu o Shreku. Inny swiat, inna stylistyka, inne wszystko.

A dlaczego o tym pisze? Nie, nie zebralo mi sie na wspominki, po prostu obserwuje Dilse (siostre Endera, ktora pracuje ze mna w Casablance) i wiem, ze ona teraz przezywa cos podobnego. Zycie jej nie oszczedzalo, rodzice nie rozpiescili (ojca zabito na ulicy gdy miala kilka lat, a matka… matka miala kolejne dziesiatki dzieci). Dilsa uciekla z domu, gdy miala 14 lat, cztery lata pozniej urodzil sie juz Jaime, jej syn. Nie ma i nigdy nie bylo przy niej zadnego mezczyzny, a jednak dzis Dilsa ma dwojke dzieci i nadal wierzy w milosc. Ale przede wszystkim wierzy w to, ze musi przetrwac i trzymac swoje dzieci z dala od wszechobecnego zla, narkotykow, zlych ludzi. Innych priorytetow nie ma, bo najzwyczajniej na swiecie – nie stac jej na to. Nikt nigdy niczego Dilsie nie dal, matka moze jedynie przywiezie troche jajek albo sera z gor, ale i to – nieczesto. Jest jak jest. A raczej – bylo jak bylo. Bo weszlam w zycie tych ludzi i pozmienialo sie postrzeganie roznych rzeczy. Do tej pory Dilsa i Ender zyli jak ja i Agnieszka F.  Na granicy dwoch roznych swiatow, jakze odmiennych przeciez! Mieszkaja w miejscowosci turystycznej, Ender na dodatek jest przewodnikiem, wiec znaja zwyczaje cudzoziemcow, maja na ich temat wyrobione mniej lub bardziej stereotypowe poglady… Ale to zawsze bylo jakies zycie – odlegle, niemozliwe.

Gdy pierwszy raz Dilsa obserwowala jak podaje obiad, zamarla. Przygladala mi sie i… smiala sie ze mnie. Bo ja ukladalam marcheweczke na skraju talerza, obsypywalam salatke oregano, plasterki pomidorka kroilam w rozyczke… no zeby ladnie bylo. To jest w ogole niezrozumiale. W ogole. Choc teraz juz – bardziej. Przywykli. Ale sami jedza jak pies kasze . Micha pelna paszy. Umajen brak.

Gdy Szakira o maly wlos nie rozdarla mojej jedwabnej sukienki (mam tu taka jedna, na wszelki wypadek , dluga do ziemi, liliowa, z prawdziwego jedwabiu i szakira sie w nia zaplatala dnia pewnego). Wygadalam sie, ile kosztowala. Dilsa dostala palpitacji. Na wiesc, ze w Warszawie mialam pania do sprzatania, mimo ze mieszkalam na 40 metrach, na wiesc, ze moje perfumy sa oryginalne i kosztuja okolo 100 dolarow, na kilka innych takich wiesci… widzialam jak rosnie dystans miedzy nami.

Jak mozemy zostac przyjaciolkami, gdy ja z Bogoty przywoze dla Szakiry poslanie za prawie 150 zl, a to polowa tego, co moze zarobic w Santa Marta Dilsa przez… dwa tygodnie pracy!

Ile takich rozczarowan przezywa kazdy z nas na zupelnie rozmaitych poziomach? W liceum, w drugiej klasie, (bylo juz po pierwszych wolnych wyborach), pojechalismy z wycieczka do Kopenhagi. Cala klasa. Trzy dni, prom, dla wielu – pierwsza wyprawa za granice. Bylo fajnie, wesolo, mielismy po 15 lat, z pokladu patrzylismy na spienione morze, niewiele nam bylo potrzeba do szczescia. Ale Agnieszce B. potrzeba bylo, jak sie okazalo, gdy po pierwszym zejsciu na lad dostala regularnej histerii. Pochodzila z niezamoznej rodziny, ktora zlozyla sie na wyjazd Agnieszki na te kilka dni “na zachod”, pod warunkiem jednak, ze kazdemu cos z tego Zachodu przywiezie. Na prezenty dostala…. 15 dolarow. Nie wystarczylo to nawet na zadne fajne zabawki dla dwoch mlodszych braci. Mogla kupic cos taniego,  malo efektownego jednemu z nich. I to wszystko. Plakala, a my, lacznie z wychowawca – bylismy przerazeni. Dlaczego AZ tak bardzo to przezywa?

A ona po prostu skonfrontowala swoje wyobrazenia o zyciu, z zyciem samym. Z tymi 15 dolarami czula sie kims wyjatkowym, zdobywala zachod! A w stolicy Danii, nienajtanszym przeciez miescie swiata – byla zebraczka, ktora stac bylo na hotdoga, lody i pare paczek gum do zucia.

Wielu z nas, dzieciakow z tej samej klasy nie dostalo na wycieczke duzo wiecej pieniedzy. Tyle, ze od nas nikt nie oczekiwal prezentow. Moglismy je wydac na co chcielismy, plyte, slodycze, apaszke…  To i tak bylo juz cos! Nikt nie rozumial zalu Agnieszki, a ona pewnie nie mogla zrozumiec jak mogla tak dac sie podejsc, zeby uwierzyc w to, ze jest bogata.

Patrze na Dilse, na to jak tez i ona dala sie podejsc dwom facetom (mowie tu o autorach jej dzieci), coz, nikt jej nie kazal, na wlasne osobiste zyczenie jest samotna matka… Gdy czasem mowie cos o feminizmie, o prawach kobiet, o tym jak bym chciala byc przez mezczyzne traktowana… ona udaje ze rozumie, ale w duchu dziwi mi sie. Jak moge byc taka naiwna?! Zwiazek partnerski? W Kolumbii? Z KOLUMBIJCZYKIEM? Ona moze wierzy, ze sa tacy faceci, o jakich opowiadam, ale gdzies w kosmosie, zna ich z opowiesci, moze z filmow? Jak dinozaury. Tu zyje sie inaczej.

Dilsie jak wszystkim kobietom z wybrzeza marzy sie cudzoziemiec, ktory wywiezie ja hen, do lepszego zycia. I marzy tak, marzy… jak ja marzylam o tych serwetkach, swiecznikach, prawdziwych (a nie socjalistycznych!) lalkach Barbie. Nigdy nie mialam takiej prawdziwej Barbie, ktorej zginaja sie nozki i raczki. Kiedy rodzicow wreszcie bylo na nia stac, wolalam juz dekatyzowane dzinsy.

Rozchodza sie mi i moim kolumbijskim przyjaciolom drogi, nie da sie ukryc ani zakopac pod dywan faktu, ze pochodzimy z INNYCH SWIATOW.

Na szczescie tez – gleboko w to wierze – jest JESZCZE INNY SWIAT. Ktory kazdy sobie moze odkryc w dowolnej chwili i zrobic z niego odpowiedni uzytek.

Spiewa o nim Antonina Krzyszton, troszke nazbyt gornolotnie jak na moj dzisiejszy gust (i te straszliwe kiczowate wizuale!), ale poniewaz sluchalam Antoski jak mialam kilkanascie lat, to – na fali wypominkow ‘ niechze i ona zakonczy moj wywod o tym, ze

JEST INNY SWIAT.

http://www.youtube.com/watch?v=2KhS_ArouVs

A kto lubi z przytupem to moze posluchac innego mojego poboznego zyczenia. Z czasow dinozaurow, rzecz jasna…. :-)

http://www.youtube.com/watch?v=Okae5pyrwcY&feature=related

Reklamy

Działania

Information

3 Komentarze

30 05 2012
AskaG

rzeczywiscie inny swiat. ja tez na chwile wrocilam do mojego – dzieciecego swiata :) pozdrawiam

19 08 2012
Kuba

Czytam Twój blog naprawdę długi czas i jestem zachwycony tym wpisem, istna perełka.

Chciałbym podziękować za całą pracę włożoną we wszystkie teksty, gdyż dzięki temu ja również widzę szansę na inny, lepszy świat zwany Ameryką Południową, który ukazałaś i nadal pokazujesz tutaj. Aż chce się żyć :) Dlatego chciałbym prosić, abyś się nie denerwowała i pisała nadal…

Pozdrawiam, Kuba

PS: Nie daj się zwariować ;)

23 08 2012
ania_2000

piekny wpis. naprawde, piekny…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: