Początek podróży

24 07 2013

Ile razy można uczyć się na błędach? Czy wróżki naprawdą widzą przyszłość? A czarownice? A demoniczni szamani z głębokiego lasu? Bo jeden taki zasuszony czarownik drugiego marca w sercu selvy powiedział mi po ceremonii : teraz już wszystko będzie dobrze. Następnego dnia próg Casablanki przekroczył pewien Katalończyk. Zwariowany Katalończyk, może nie tak jak Zwariowany Kapelusznik, ale równie loco. Zwariowanego Katalończyka (w skrócie Zetka) poznałam nad rzeką. Miał spojrzenie spaniela, wielkie zęby i czapkę Lenina (no, może nie Lenina, ale podobną w fasonie).  Kolejnego dnia, wracając od szamana, spotkałam go znowu. Tym razem na wiszącym moście, prawie takim, na jakim Indiana Jones stoczył finałowy bój z krwiożerczymi siepaczami czy innymi złymi ludźmi. Ja z labradorką na smyczy, on (tzn.Z.K, a nie Indiana Jones) w grupie, z wycieczką. Po drugiej stronie mostu czekał na mnie mój muł i gęsty las. Na Zwariowanego Katalończyka po drugiej stronie czekała drogę pod górę w upale (nietrudno się zorientować, że byliśmy po przeciwnych stronach mostu). Na pocieszenie dałam mu wizytówkę i powiedziałam, że jak wróci do Santa Marta to niech wpada na kawę albo na browar. Wpadł. I już nie wypadł. (Postronny Obserwator i uczestnik owych zdarzeń, niejaki Kris mawia: „Wpadł na piwo i wpadł jak śliwka w kompot”).

Z.K. niczym Obi Wan Kenobi albo inny Jedi okazał się wojownikiem Jasnej Strony Mocy. Przegonił smoki, wypędził orków, napluł prosto w samo Oko Saurona. Ugasił ogień pożogi, wypompował wodę z powodzi, uspokoił tornada i burze. Mimochodem i przy okazji uznał, że taka sympatyczna Iwonkapibara jak ja, ;-) to interes życia i jak złapał, to już nie puścił. Do Polski przyleciał trzy miesiące temu, trzy tygodnie po naszym spotkaniu na wiszącym moście.

Wiatry wciąż wieją nad naszymi głowami. Przetaczają się grzmoty i błyskaja pioruny. Zło nie śpi i czai się pod mokrym, omszałym głazem, pod łóżkiem, w wykrotach i jarach. Jak dotąd Świetlisty Miecz się nie stępił. Jak dotąd ZK nadal marznie i dygocze w północno wschodnim kraju gdzie lato tego roku nie zajrzało. Pocieszam go pierogami z jagodami i pierniczkami. Ale słońca nijak nie zastąpią.

Czy roztrzepana, acz niebywale rozgarnięta (!) Słowianka z zimnego kraju o temperamencie Iwonkipibary , charakterze Zbója Madeja, łatwości wywoływania awantur arabskich, niezrównoważona emocjonalnie – czytaj: typ depresyjno – maniakalny, który raz rzuca kotem o ścianę, a innym razem swe gołębie serce kroi na plasterki ostrym nożem z Ikei i podaje w porcelanowej miseczce… oraz Katalończyk o uporze osła ze Shreka i anarchistycznych zapędach do wzbudzania powstań, słabości do płatków na mleku, surowej ryby i jamon serrano oraz skłonności do stawiania na jedną kartą i nienawiści do temperatury niższej niż 25 stopni Celsjusza – czy oni mają szansę? Czy w ferworze zdarzeń zapomnieli, jak łatwo o pomyłkę, upadek, zwątpienie, pożegnanie, błąd? – ktoś mógłby zapytać przezornie.

Nie zapomnieli. Ja nie zapomniałam. Boję się tej podróży, bardziej niż tamtej, w którą wyruszałam trzy lata temu. Jest podobnie. Ląd nieznany, przyszłość niewiadoma. Zmieniło się tylko jedno. Czuję, że nie jestem już sama…

Reklamy

Działania

Information

3 Komentarze

26 07 2013
gubon

:)

28 07 2013
zrenica

Powodzenia!

12 08 2013
Anitka

ciesze sie,ze wrocilas do pisania. nie udalo nam sie spotkac w Santa Marta ,bylam niedawno w Gdansku ,moze w tym samym czasie co Ty,moze nastepnym razem sie uda. bardzo mi sie podoba Twoj styl pisania.A szamanom nalezy wierzyc.Serdecznie pozdrawiam.PRZEPRASZAM ZA INTERPUNKCE I INNE OZDOBNIKI ,ALE NADAL NIE UMIEM PISAC Z IPADA
Anitka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: