Spotkania

Edik

Znużony gonitwą od zabytku do zabytku, od zamku do pałacu, od obrazu do instalacji…  zmęczony 15-dniowym pobytem w Polsce, galeriami, przymusem „bycia turystą”.

– Ja nie turist, ja staryj czjeławiek. – Powiedział mi, gdy przysiadliśmy na ławeczce na cmentarzu prawosławnym w Łodzi. Pakurit choczjesz? – zapytał. A potem opowiedział o psie, który nazywa się Kloszard i którego zostawił w Moskwie. Zrewanżowałam się Mu opowieścią o moim szalonym głuchym kocie. Koty też ma. Lubi je głaskać, ale nie ma siły ich podnosić. Ma 73 lata, a te Jego koty są grube.
edik

Nie chciał oglądać znamienitowo wokzała. – Ile ja uże wokzałów uwidjeł? Zaczjem mnie to? – spytał mnie. I dodał – Ja ustał uże.

Potem wciąż szukaliśmy się wszędzie. Oczami, gestami, poklepywaniem dłoni, uśmiechem. Dodawaliśmy sobie otuchy. Wernisaż. Biegam z mikrofonem, mój pierwszy film, niewiele wiem o suprematystach, nie lubię być jak dziecko we mgle, poruszać się po kruchym lodzie. Jestem spięta. Pewnie to widać.
A tu trzeba… Konteksty, nawiązania, dyskurs. Trzeba poznać, zrozumieć, oswoić się.
Mało mam czasu, powoli dotykam metafizyki Steinberga. Czystość. Precyzja. Smutek?  Ale i… jakiś taki rygor. Matematyczny.  Konieczność? Wyczuwam w tych formach coś nieuniknionego. Może… ja wiem? Moralność jakąś? Może to moralność jest właśnie matematyczna? Precyzyjna.

Wszystko to dla mnie nieznane. Nieznany i niezrozumiały język Steinberga. A Edik zaczepia na wernisażu: Ty ustała?  Odpowiadam: Niet. Grustnaja możjet njemnożka…

Pokiwał głową. Zostawił profesorów, całe towarzystwo i wyszedł zapalić.  Taki był obcy, niewidoczny, samotny na tej warszawskiej, obcej mu ulicy.
Chciał już wracać. Do siebie.

Następny słoneczny dzień w Konstancinie. Kawa w porcelanie, stukanie łyżczeczek o dno filiżanek, słońce, a w jego ciepłych jasnych plamach – grube, puchate koty, pachnące maliny przyniesione przez żonę Galę i nasz suwenir dla Edika – piwo Królewskie. – Njet rebjata, spasiba, ja tolko piju eto szto zdarowe –  wino i wodku.
Nie pomyśleliśmy. Cóż, my duraki!

Wywiad. Rozmowa. Śmiech. Patrzymy sobie w oczy. Lubi łowić ryby. Samobójstwo jest grzechem, a on przeziębił się poprzedniego wieczoru na kolacji u Magdy Gessler. Znikający punkt w obrazie istnieje po to, żeby móc go szukać. Wolność jest trudna. Wolność brania – to co pozornie jest. Wolność dawania- to czym rzeczywiście jest. Mówię mu o swoich troskach, wątpliwościach, bólu. Samotność. Biały kwadrat na czarnym tle. Czarny na białym. I ostatni- biały, na białym. Tysiąc interpretacji. Awangardowe utopie.  Pytam: jak wierzyć w Boga?

On na to: Ty znajesz. Boh jest. Kto eto zdjełał, kak tjeba każjetsja? – pokazuje na niebo.
Samoubitsja to strasznyj grjech. – patrzy na mnie. Wiem… Jeszcze ikona. Ale co tu gadać. To trzeba przeżyć. Nie da się namalować ikony, nie da się opisać wiary. Siedzi, te czarne oczy ma jak młokos. Ogniki. Gala musiała mieć z nim pański krzyż.

Ludzi nie lubi. Tak mówi, nie kokietuje. Lubi być sam. Z Galą może. Z psem. Z rybami. Ze światem. Ludzi lubi czasami. Po kawałku. Nie hurtowo.

– Edik, Ty zamjorzł. – mówię, a on kaszle, jak na komendę. – Charaszo, szto ty eto skazała! – żali się żona, Gala. Troskliwie otula swetrem męża.

Potem umawiamy się na ryby. W Rosji. Kiedyś, może, kto wie. Edik otwiera album i pisze dedykację. Jestem przejęta, jak gimnazjalistka. Chyba się zakochałam!

Wreszcie ukradkiem, gdy zdaje mi się, że nikt nie widzi, otwieram książkę. Zanim zdążę przeczytać, On mówi: Ja tjebja napisał: Dorogaja, z ljubowju, Edik. Patrzę na Galę, ale ona wcale się nie uśmiecha. Zna to. A ja tak czy owak – się cieszę. Mocny uścisk na niedzwiedzia „Żjełaju tjebja samych uspiechow”… szepcze mi artysta.

Tak, pojade do tej Jego Rosji. Pójdziemy łowić ryby. Może być przepięknie, może być inaczej… Zakochałam się w Eduardzie Steinbergu.

Z Eduardem Steinbergiem spotkałam się przy okazji kręcenia filmu (reż. Przemek Kondraciuk) dokumentalnego.
Być może wiosną 2010 r. pojedziemy do Rosji.

http://www.claude-bernard.com/artiste.php?artiste_id=84

http://kultura.netbird.pl/a/540/21881,1

Wanda

Zaczęło się od tego, że zalałam Jej bardzo ważne notatki w pociągu relacji Zakopane -Warszawa. Nie domknęłam butelki z wodą, a gdy pociąg zahamował, ta wylądowała na siedzeniu. Ściślej rzecz ujmując, na kartkach rozłożonych przez starsza kobietę siedzącą naprzeciwko mnie. Zaczęłam przepraszać, zapewniając, że to tylko woda, że nie zostanie ślad, tylko może nieco papier się wypaczy… Starsza pani spojrzała na mnie i powiedziała, że to bardzo ważne dokumenty, które wiezie bardzo ważnemu profesorowi z Warszawy. Ale żebym się nie martwiła, bo jej kiedyś sok z plecaka wylał się na głowę pewnego podróżnego… I że w sumie to nic się nie stało.

Tak się poznałyśmy. Do dziś nie wiem, ile Wanda ma lat. 70? A może więcej? Jej twarz przypomina koryto wyschniętej rzeki. Wysuszona afrykańskim słońcem skóra nie musi świadczyć o wieku.

Zaczęłyśmy rozmawiać o tym, o czym podróżni rozmawiają w pociągach. Błahostki. W pewnym momencie zapytałam, czy nie jest jej gorąco. (Był ciepły sierpniowy wieczór). – Ech, proszę pani, ja spędziłam 30 lat w Afryce – uśmiechnęła się do mnie.

Poprosiłam, żeby opowiedziała. Z pociągu błyskawicznie przeniosłyśmy się do nad jezioro Wiktoria do Ugandy, gdzie Wanda Marczak-Malczewska pracowała jako lekarka i świecka misjonarka w wiosce trędowatych. Pokazywała mi zdjęcia, jakże różne od zdjęć moich znajomych z dawnej pracy, kiedy wracali z safari z Kenii. Na zdjęciach Wandy z Afryki, które wiozła profesorowi z Warszawy nie było rozczulających małpek, potężnych baobabów, majestatycznych słoni. Były za to uwiecznione różne stadia choroby. Nieprzyjemny widok. – Jeszcze gorszy zapach – zapewniła Wanda.

30 lat leczyła w afrykańskiej wiosce. Wyjechała w latach 70-tych i.. już została. Dlaczego to zrobiła? Nie wiem, czy wolno mi o tym opowiadać… Wszak z Wandą w tym pociągowym przedziale opowiedziałyśmy sobie nawzajem o najbardziej bolesnych chwilach, dramatach i cierpieniach. Ja wyjeżdżam do Ameryki Południowej. Ona pojechała do Afryki…

P9230450

Tło naszych obrazków jest podobne: potężne rozczarowanie, tragedia, lata bólu, zawiedziona miłość, zniecierpliwienie. I nadzieja.
Obie mówiłyśmy jak najęte. Żeby jak najwięcej wyrzucić tego, co boli.

Kiedy pociąg zbliżył się niebezpiecznie do Centralnego, obie nagle zamilkłyśmy.

– Gdy weszłam do przedziału i popatrzyłam na panią jak pani śpi, pomyślałam: Jaka szczęśliwa kobieta! – powiedziała do mnie Wanda. Po czym postanowiłyśmy wymienić się adresami.

Wanda mieszka w Zakopanem, wróciła do chorego męża. Codziennie przez kilka godzin pracuje jako woluntariuszka w zakopiańskim hospicjum.

Kilka miesięcy po spotkaniu w pociągu, zadzwoniłam do Niej. A potem pojechałam do Zakopanego. Poszłyśmy na kawę. Znów kilka godzin gdzieś nam przepadło, a wciąż nie powiedziałyśmy sobie najważniejszego… Dostałam od Wandy lek na malarię, który używała na afrykańskiej misji. Poradziła mi też, co mam zrobić. I ja jej posłuchałam…

Wanda chce wrócić do Ugandy i Zambii. Choć na chwilę. Chciałaby lecieć z kimś… Z kim? Tego nie zdradzę… ;-)

Tu można poczytać więcej o misji trędowatych z Buluby:
http://www.misyjnedrogi.pl/artykuly.php?tresc,1643

Reklamy

4 Komentarze

15 12 2009
mojaszuflada

Jest tylu ciekawych, mądrych ludzi wokół nas, których nigdy nie poznamy choćby w jednej setnej…
Poza tym, często nam sie wydaje, że to my jesteśm ‚naj’…..

6 04 2010
trumny

Strata kogos bliskiego to cos bardzo bolesnego, lecz jaki mamy na to wplyw, kupno trumny czy zamowienie pogrzebu to dramat dla kazdej rodziny, ale trzeba miec nadzieje iz nie jest to koniec i ze pogrzeb to tylko jeden z etapow zycia

9 12 2013
damian

Witam. Ciocia Wanda zmarla juz prawie 2 lata temu. Jej maz zyje nadal. Dziekuje za jej wspomnienie

7 03 2015
Iwona

Proszę o kontakt osoby ,która napisała wspomnienie o mojej cioci Wandzie M-M. Mój adres mail : diadem2@vp.pl Pragnę poznać jej życie bliżej. Ciocia zmarła 3 lata temu. Robiła tyle dobrego. Była wspaniałym człowiekiem. Czekam na wiadomość.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: