Przedświąteczna gorączka

19 12 2009

Nie zapomniałam, że mam bloga, nie porwali mnie paramilitares, ani nie pokręcił mnie szaman. Tylko w całej Cartagenie nie mogę znaleźć wifi. Notki wypasione z fotami i wszystkim, co potrzeba czekają w moim laptoku, pech chce, że tutejsze kompy nie czytają tego, co ja w laptoku piszę, wiec dopóki nie znajdę wifi -proszę o cierpliwość. Bedzię o Indianach, duchach, białym proszku i zagubionym mieście w dżungli.

Czy karpie juź biedne zalegają w wannach, a pierniczki w piekarniku? Prezenty spakowane? Tu też świąteczny rozgardiasz na całego, ostatnia prosta przed świętami, na ulicach tłumy, mikołaje hasają po plażach i po centrach hadlowych. Norma.

Ja też poluję na prezenty: Dla Endera latarka, dla Dilsy małe perfumy, dla Mamy czekoladki a dla Taty tradycyjnie – rum. Dla Młodego – latawiec.

Swieta spędzę z Rodziną Pinedów-Guetierrez, w chacie w górach Sierra Nevada. Istnieje opcja, żeby zaliczyć tradyjną karaibską wigilię – rumbę na plaży na bosaka do białego rana, ale stajenka licha i cicha w górach jednak korci bardziej. Zwłaszcza, że Ender obiecał, że nie będziemy się tym razem piąć w pocie czoła objuczeni prezentami, tylko pojedziemy z fasonem. Na mułach.

Tymczasem w Cartagenie, dawniej ulubionym porcie piratów, zbieram materiał do reportażu o operacjach plastycznych, spotykam się z paniami co maja sztuczne różne części ciała i jestem delikatnie mówiąc w lekkim szoku. Dziś widziałam się z niejaką Estrellą, która pod oczami ma skórę, którą pobrali jej z płatków uszu. No cóż, chcieć to móc! Chirurdzy plastyczni to najbardziej pożądana partia w całej Kolumbii. A ja, głupia, się tylko włóczę po krzakach i bratam z wieśniakami!

Pędzę zatem na rafę koralową, może się przypadkiem jakiś stosowny chirurg napatoczy? :-)

Reklamy