Byłam Małą Syrenką?

1 11 2009

Prawdopodobnie w poprzednim wcieleniu wcale nie byłam aztecką ani inkaską księżniczką (co tłumaczyłby moją ogromną miłość do tierra latina), tylko wieśniaczką, żyjącą w jakiejś portowej spelunie. Albo jakimś delfinem Umem czy Małą Syrenką (o ile syrenki żywią się małżami…). Skąd o tym wiem? Bo gdy widzę owoce morza, budzi się we mnie zwierzę. Tak. Wszelkie morskie małe potworki wywołują we mnie ekstatyczne wręcz przeżycia. Odkąd jestem w Wenezueli, tylko raz zdradziłam mariscos dla pabellona. Na razie więc Wenezuela jawi mi się jako kulinarny raj…

Sopa de marisco (bulion z owoców morza), camarones al ajijo (krewetki w czosnku), wreszcie fosforera – najbardziej morska z możliwie morskich zup. Kiedy właścicielka zobaczyła, jak pochłaniam ją (w ekspresowym tempie, a był jej naprawdę gigantyczny kocioł) zaklaskała z radości. Bulion rybny z rozpadniętą na kawałeczki smakowitą świeżą rybą i warzywami umaja się wielką ilością kalmarów, przegrzebków, małży, kilku gatunków krewetek, małych ośmiornic, itd. Ale nie są to znane z Polski żenujące robaczki zwane krewetkami koktajlowymi. Tu krewetki mają wielkość kciuka, małże pływają w swoich dziesięciocentymetrowych muszlach, wszystko razem wygląda jak gulasz, pachnie obłędnie, a smakuje… No, dobra, przestaje się pastwić. Podano mi to w misce dla psa. Bernardyna co najmniej. Porcją najadłam się na cały dzień.

Kolejna radość? Limonki! Żadna tam pospolita cytryna, co to jest po prostu kwaśna. Limonka to wyższa szkoła jazdy… niby kwaskowa, ale też słodka, pełna niuansów, żadna oczywistość. W Polsce limonki kojarzą się głównie z drinkiem Cuba Libre, ale tu się je dodaje do wszystkiego. I bardzo dobrze, bo ja je uwielbiam. Poza wybrzeżem niestety cała Wenezuela żywi się ponoć kurczakami smażonymi, kurczakami pieczonymi, KFC-ami, hamburgerami, sandwichami z amerykańskich sieciówek itd.

Ja na razie – o ile nie spożywam morskich stworów, żywię się arepami i empanadami (na śniadanie głównie) Arepa to placek kukurydziany, ale nie przypomina on w żaden sposób meksykańskich tortilli. To raczej taki… trochę cieńszy racuch, tyle że na bazie mąki kukurydzianej. Można dwa racuchy przełożyć jajecznicą, roztopionym serem, szynką. Niezłe. Z tym, że ja akurat wcinam arepy wypchane…kalmarami. Empanada zaś to chrupiący… jak to powiedzieć… naleśnik? Nie, bo smaży się go w głębokim tłuszczu… To może bardziej coś jak mini pizza? Czy raczej… calzone? No takie coś co w środku ma farsz. Serowy, szpinakowy, szynkowy, na słodko… I jest wyśmienite na śniadanko. Mocna kawa sprzedawana jest z termosów z „ręki” na każdym rogu. Na plażę też taszczą wielkie termosy i… lodówki o gabarytach normalnych małych lodówek. Taszczy je zazwyczaj dwóch albo trzech facetów. te mniejsze może unieść para.
wenezuela-067

<img src="https://wyjechalam.files.wordpress.com/2009/11/wenezuela-067.jpg&quot; alt="wenezuela-067" title="wenezuela-067" width="510" height="340" class="alignleft size-full wp-image-183" /

Napoje chłodzące obłożone lodem, piwo polar z gołą babą na okładce, lody… Fin de semana w Choroni!
wenezuela-087
Dla mnie – koniec plażowania, jutro czeka mnie 24 godzinna wyprawa w strone selvy. Potem 5 dni na łodzi.
Czas pożegnać palmy na jakiś czas…
wenezuela-074B

Reklamy