Czytam sobie

„Coś chyba przetasowało się w świecie, zachwiał się jakiś obowiązujący dotąd porządek ludzkich przeżyć. A ludzie, których przyzwyczajenie silniejsze jest od podświadomości i rozwagi, silniejsze jest nawet od uczucia, krążą jak lunatycy szukając przeżyć i wrażeń, na które dawno już nie ma okoliczności ani warunków i które istnieją już tylko jako pozycje w zakurzonym katalogu ze zniszczonego w kataklizmie muzeum.
Czymże jest współczesna turystyka międzynarodowa jak nie daremnym szukaniem pociechy i nadziei niespokojnych drobnomieszczan jednego kraju u zatroskanych drobnomieszczan kraju drugiego?
(…)
Udać się w daleka podróż? Tak.
Ale po to, by ścigać zbiegłą z kochankiem niewierną kochankę (o północy, we florenckim zaułku zasztyletować oboje celnym uderzeniem w serce). By spełnić tajemną a ważną misję w służbie ojczyzny. Albo też aby ją zdradzić. By walczyć o wolność i społeczne wyzwolenie obcego narodu. By podpatrzyć najnowsze modele kobiecych sukien i sprzedać je firmie „Ewa”. By popełnić coś niesłychanie szlachetnego. By zrobić świństwo.
By zrobić cokolwiek, ale coś, co wiąże jednolicie, ale konsekwentnie własną przeszłość z własną przyszłością, co stanowi przeżycie, nie takie, którego doznać może za paszportem, wizą i przydziałem dewiz każdy turysta, ale tylko JA, urodzony piątego grudnia 1914 roku, znaki szczególne: myszka na lewym kolanie”.

Stanisław Dygat „Podróż”

Nie jestem taki głupi
Żeby zmądrzeć do reszty
Mądrzałem i mądrzałem
Ale już mi to przeszło
I odjechał beze mnie
Pociąg bardzo pospieszny
Bo wolę iść i czuć ziemię
Pod cienką podeszwą

Ryszard Liskowacki

„Było ołowiane popołudnie, o niskich chmurach grożących deszczem, który nigdy nie miał spaść. Po prostu klimat Limy. – Coś strasznego dzieje się w tym kraju, Tomasito. – znowu przerwał mu Lituma. – Jak to możliwe, że całe osiedla Limy uwierzyło w podobną bzdurę? Jacyś gringo wciągaja do luksusowych samochodów pięcioletnie dzieciaki, żeby wykłuć im oczy superszybkimi skapelami? Niechby chociaż mówiły tak tylko wariatki. Ale żeby wierzyło w to całe osiedle i żeby ludzie zabierali dzieci ze szkół i szukali obcych, chcieli ich linczować, nie wydaje ci się to nieprawdopodobne? (…)

– Napisali w gazecie, że w zeszłym miesiącu w Chiclayo też było takie szaleństwo i w Ferrenafe też – ciagnął Lituma. – Niby jakaś kobieta zobaczyła, jak czterech gringo w białych kitlach prowadzi dzieciaka; w jakimś rowie znaleźli bezokiego trupa innego dzieciaka i że złodzieje oczu włożyli mu do kieszeni pięćdziesiąt dolarów. Zorganizowano patrole, zupełnie jak w Ayacuach, kiedy pojawiły się plotki o inwazji pishtacos. Lima, Chiclayo i Ferrenafe zaraziły zabobonami górali. To jakaś epidemia, nie uważasz?

-Szczerze mówiąc gówno mnie to obchodzi, panie kapralu. Bo w tej chwili jestem szczęśliwy.”

Mario Vargas Llosa „Lituma w Andach”

Globalizacja jako taka nie jest panaceum dla Ameryki Łacińskiej. Nie będziemy wyjątkiem dla coraz bardziej jaskrawej prawdy. Nie ma globalizacji, która byłaby coś warta, bez miejsca, któremu by służyła.

Inaczej mówiąc: Nie ma uczestnictwa globalnego w zdrowej formie, które nie byłoby dzielone ze zdrową władzą lokalną. (…)

Globalizacja będzie osądzona. I sąd będzie dla niej surowy, jeżeli ta nazwa oznacza większe bezrobocie, podupadające świadczenia socjalne, utratę suwerennności, rozpad prawa międzynarodowego, a także cynizm polityczny – dzięki któremu, gdy znikną sztandary demokratyczne, powiewające na znak sprzeciwu wobec komuznizmu, podczas zimnej wojny, poruszane przez ludzi ze świata zwanego wolnym – tenże wolny świat pogratuluje sobie, że zamiast totalitaryzmu komunistycznego albo dyktatury według modelu Fidela Castro będzie miał kapitalizm despotyczny, skuteczny jak w Chinach, co zawsze jest lepsze – w aktualnej logice globalnej – od nadwyrężonego neoliberalizmu, który w rzeczywistości jesy kapitalizmem „kolesiów”, tak jak w Rosji. (..)

Globalizacja jako taka nie jest panaceum.

Carlos Fuentes „W to wierzę”

Gee, Baudelaire

pracuje obecnie w fabryce Kałasznikowa.

Zamiast prochu, wkłada do pocisków kwiaty

Rosjanie sprzedają potem swoją broń komu mogą

Na wszystkich frontach świata fruwają kwiaty.

Bezbronne dzieci i kobiety dostają swoje porcje kwiatów.

Widziano człowieka, któremu urwało obie stopy.

Z butów wystają mu teraz pelargonie.

Niejeden został trafiony kwiatem

W samo serce.

Trwa ofensywa japońska.

Sklepy z bronią pełne są ikebana.

Holandia zagraża światowej równowadze,

Jej ogrodnicy bliscy są wyprodukowania

Bomby tulipanowej.

Zaniepokojeni politycy ślą depesze:

„Panie Gubernatorze, czy nie wydaje się Panu, że

Wojna , któtą prowadzimy, jest jakaś dziwna?’

List z tego świata do Richarda Brautigana, Jacek Podsiadło


Reklamy

One response

11 12 2011
Maciej Gałaszek

Witaj
Jestem wyeksplowatym lekarzem szukającym na Karaibach miejsca gdzie jeszcze można się przydać /ale bez przesady/ ,gdziem nogę spojrzeć na świat który do tej pory mi umknął.Gdzie życie płynie leniwie/ale bez przesady/.Mam żonę bardzo zaradną osobę i diecko które zafundowałem sobie w dość średni wieku.Słowem pragnie mi się emeryrura z medycznym’dzierganiem” od czasu do czasu jakby trzeba był za coś przeżyć.Wierze że może udzielić mi Pani cennych wskazówe
podrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: