Powody do zmartwienia

11 11 2009

Docierają tu do mnie różne informacje, że wojna, że Chavez straszy, że Kolumbia się burzy, i że Hiszpania już na granicy monitoruje sytuacje.

Z dobrze poinformowanych źródeł wiem że ¨cyt:

Wojny żadnej oczywiście nie będzie. To taka marna próba mobilizacji narodu i odwrocenia uwagi od kryzysu, przerw w dostawie elektryczności, czy wody…
Kłopotem może być to, że Chavez co rusz zamyka granicę…

Na razie jestem w Meridzie, za tydzień, mniej więcej, będę przekraczać granicę kolumbijską. O ile nie zostanie zamknięta. A jeśli tak… bezkarnie i w pełni usprawiedliwiona wrócę budować palafito nad Orinoko!

Tymczasem mam inne powody do zmartwienia. Nie mam przejściówki. Ta którą przywiozłam z Polski nie pasuje do laptoka, laptok ma jakieś gigantyczne bolce! Nie mam więc jak pisać, wysyłać, zmniejszać fot, itd.

Kilka wysłałam Przemkowi, może je wklei jutro, umajając moje chaotyczne wpisy… O Orinoko jeszcze nie skończyłam. Mimo, że te Andy naprawdę piękne, to jednak coś tam, w tamtej rzece, utopiłam…

Reklamy




W drodze…

10 11 2009

Jestem i żyję. Niebawem większa relacja, jak tylko zainstaluje się w Andach. Orinoko… było ciężko opuścic. A dlaczego, o tym niebawem. Dość powiedzieć, że zamieszkałam u Indian. Dostałam od nich szczeniaka, silnik do motorówki i propozycję, że wybudują mi w tydzień mój własny domek na palach. Drzewo jest za darmo, z selvy, transport rodzinnymi motorówkami też free, robocizna jakieś tysiąc pięćset zeta… Kuszące? Oj bardzo! Na tyle, że nie wiem, czy nie wrócę do mojej rodzinki Indian Guajiro…Tymczasem tylko daje znak życia w oczekiwaniu na kolejny autobus (jestem po 18 godzinnej trasie z Tucupity do Valncii, stąd zaraz nocą ruszam do Meridy).