Pies emeryt i co nie co o kolumbijskim wywiadzie

26 09 2010

Wszyscy gadają o Mono Jojoy, Obama dziękuje Santosowi, ogólnie- euforia. 40 specjalistów bada zawartość FARCowych komputerów.
Dziwi mnie, że dumny rząd z taką swobodą opowiada wszem i wobec o swoich sztuczkach. Jak PODANO W WIADOMOSCIACH Mono Jojoy zamówił sobie buty. Wygodne. Zamówił PRZEZ TELEFON. Który rzecz jasna był na podsłuchu.Buty dostał. Super wygodne i z super GPS’em p czy czyms w podobie, który pikał i mówił tym, którzy byli ciekawi: Halo!!! Tu jestem! To ja, zły człowiek!

No a potem już poszło łatwo.
James Bond nigdy nie opowiada jak wykańcza przeciwnika. Tylko z filmów o nim możemy się tego dowiedzieć.

Wszyscy gadają też o Sashy. To jedyna strata jaka poniósł rząd. Pięcioletnia czarna (nomen omen) labradorka straciła w Sodomie życie. Za trzy miesiące miała przejść na emeryturę, ale zginęła w boju. Jak twierdzi Ender psy zarabiają miesięcznie w wojsku tyle samo co żołnierze. (około 400 dolarów). Mają godziwe emerytury, a kasa jest tylko dla nich. Na jedzenie, lekarza itp. Włąściciel nie może zabierać swojemu psu emerytury ani pensji.
Sasha nie doczekała. Przed śmiercią, zanim trafiła na bombę, wykonała ostatni skok na spadochronie.

Ender patrzy na Szakirę i mówi: Jak nie będziesz już miała pieniędzy, to wiesz…

Jak na razie Szakira nauczyła się siadać. Super. Teraz jak chce cokolwiek-najpierw siada.
Pracujemy aktualnie nad łapą. Skoki na spadochronie – w późniejszym terminie.

Reklamy




Sodoma w ogniu

23 09 2010

Siedzimy wszyscy od rana przed telewizorem. Nowy prezydent się wykazał, są dobre wieści. Tu w Santa Marta się cieszą, ale wiele rodzin dziś w Kolumbii płacze. Co się stało?
O północy na południu Kolumbii (okolice Mety, o ile się nie mylę, w Macarenie) przeprowadzono akcję o kryptonimie Sodoma. Trwała dwie noce. Jedną poświęcono na wybadanie terenu, druga- to już była zaskoczka.Dwadzieścia samolotów pod osłoną nocy zbombardowało obóz guerilli. Od dawna poszukiwany
Victor Julio Suarez, alias Mono Jojoy (Jasna Gąsienica), jeden z okrutniejszych przywódców Farc-u stracił życie. Od dawna on i jego ludzie ukrywali się w bunkrach w gęstej selvie, tym razem zostali namierzeni. Deszcz bomb spadł w nocy z nieba, chwilę później na teren obozu wkroczyło wojsko. Dziś w TV przerwano wszystkie programy, mówi się o tym, że to milowy krok w historii kolumbijskiej walki z terrorem guerilli. Ale wiele osób od dziś nie będzie mogło spać spokojnie.  Przetrzymywanym przez Farc ludziom grozi śmierć. Czy Farc zaleje wściekłość i  weźmie na nich odwet. Rodziny porwanych boją się. Rząd mówi o kolejnych akcjach, a ludzie na ulicy o tym, że nie ma czym się martwić, bo Farc z każdym dniem traci siły.

Poza tym mamy tu pomarańczowy alert. Znaczy się idzie do nas cyklon.Ponoć, jak mówią miejscowi, przejmować się nie ma czym, bo cyklon to tylko taki mały huragan. Nic wielkiego stać się nie może. Ale i tak szczęśliwie w porze nadejścia cyklonu będę sobie radośnie doiła krowę Lunę w Sierra Nevada. Nie lubię krów, ale jednawolę je od cyklonu.

W interiorze za to też mają alert i w też w tym samym kolorze. Wulkan się czai i pluje iskierkami. Może zionąć jako wawelski smok solidnie ogniem.

Nikt jednak nie wpada w panikę. Nie takie rzeczy się brało na klatę!





Tranzyty

30 01 2010

Jak mawia moja dobra znajoma ekswróżka każdy przynajmniej raz w życiu ma jeden. No to znaczy się ja mam teraz. Nie wiecie, co to tranzyty? Też nie wiedziałam dopóki nie dostałam. To coś jak… świnka może? Albo ospa wietrzna. Tylko dużo dużo bardziej i nie na ciele tylko w środku. W człowieku. Wszystko się przewala, mieli, kotłuje… A efekt – niewiadomy.

To przez te tranzyty nie pisałam. Zaniedbać Czytelnika… nieładnie. Ale tu nad Santa Marta aktualnie planety szaleją, szaleją, się śmieją, się śmieją…

Mieszkam w norze. Lub w klitce. Okien nie ma bo już w XVII wieku (tak, tak stara ta kamienica!) mieli wizję, że jak słońce wpada przez okno to jest ciepło (słuszna teza) a jak jest ciepło, to jest źle (niesłuszna). Rozwiązanie zatem jest jedno. Okien niet! Jako że cierpię na coś w rodzaju klaustrofobii w zarodku, zawsze mam otwarte drzwi wejściowe. A jak się ma otwarte drzwi wejściowe, to wchodzą przez nie różni ludzie. 17-letnia Marilyn uczesać się moim niebieskim dużym grzebieniem, 16 -letnia Cledys posłuchać ze mną jej ulubionej muzyki, 10 letni Jaime tak po prostu, posiedzieć, sąsiadka na ploty i wyjeść coś z garnka, Ender no bo on zawsze jest pod ręką, pan sąsiad, który z termosów sprzedaje kawę na ulicy poczęstować mocną małą czarną z cynamonem, Dilsa na zwierzenia, ktoś pożyczyć garnek, no i trzyletnia Sophia poskakać na materacu. Czasem wszyscy przychodzą w tym samym czasie. Czasem z patio przylatuje papuga. Regularnie odwiedzają mnie karaluchy wielkości pekińczyków (co sprawia, że jestem na skraju załamania nerwowego). Na brak towarzystwa nie narzekam. Codziennie jednak na dwie godziny opuszczam kołchoz i udaję się do Escuela de la Lengua gdzie z czarnoskórym costenio Marco praktykujemy mój espaniol.

A noce… noce spędzam na rogu 10 i 11 wśród Królowych Nocy. Mariana, była aktorka telenoweli naciąga na ryż za pół dolara.

To jest Mariana:

….

Inne otaczają mnie, wolają:Polaca, Polaca, sexy munieca… Elegancki pan w okularach podchodzi i mówi…

-Pamiętam Cię. Z Madrytu.

???????

-Spadaj – woła Sara.

To jest Sara

No bylam w Madrycie. 5 razy.

  • Widzisz, pamiętam cię- pan się uśmiecha…
  • Ona nie pracuje. – ucina Sara. I pan ulatnia się jak dżin.

Zasadniczo jestem bezpieczna, bo centrum seksu i biznesu mieści się w sklepie Jose, a Jose jest bratem Endera. Na tej ulicy nikt mi krzywdy nie zrobi. Ale już kawałek dalej…

Był środek tygodnia. O 16 zaczęli świętować urodziny,. Dostrzegli mnie i zawołali, gdy wychodziłam z cafe net. Amigo Endera kończył 22 lata, masa ludzi, nawet Tata Góral się zaplątał. No nie mogę… nie mogę się teraz zabawić, doprawdy NIE… kurs o 17 czeka. Po kursie dobiłam do towarzystwa. A tam już… wesolutko. Salsa daje do pieca, koleżkowie na twarzach czerwoni. Nagle ktoś z krzykiem wybiega na ulicę… gonią złodzieja, jak to tu mają w zwyczaju? Nie, za rogiem zastrzelili człowieka. Znajomego. Szedł na nasze urodziny.

Po chwili wracają. W milczeniu. Głowy zwieszone. Jakby nie było, znali gościa.

-Dlaczego go zabili? – pytam

-Widać miał kłopoty?

-Jakie?

-Nie wiemy.

Te kłopoty lepiej omijać szerokim łukiem. Wyciągam Endera z tawerny i po drodze mówię mu:

To nie jest dobry kraj.

-Nie przesadzaj. Tu źle żyją tylko źli ludzie. Lepiej nie mieć kłopotów. Ty nie masz. Ja też nie.

My jesteśmy bezpieczni.

Powiedzieć mu, że zaczęłam grzebać w nieprzyjemnych tematach? Dzieci wcielane do guerilli. Oddawane w służbę FARCu. Chłopcy do zabijania. Dziewczynki do użytku wewnętrznego. Tak… tutaj też. Bajka, że w Sierra Nevada nie ma już paramilitares okazała się ściemą dla turystów.

  • Kojarzysz kolesia w bajsbolowce, siedział dziś po twojej lewej
  • Kojarzę. Pablo? Jest zdaje się kucharzem… pracuje z twoim ojcem.
  • Przez 10 lat siedział z nimi w lesie. Jeśli chcesz, on ci wszystko opowie.
  • Zabijał ludzi…
  • No możliwe. Raczej tak.

Narkobiznes. Krew na rękach. Zasady ponurej gry.

Już ponoć nie tak ponurej. Już nie zdzierają regularnych haraczy. Tylko przychodza po krowę. Albo po kurę. I wtedy trzeba dać. Czasem przychodzą po dziecko. Wtedy tez trzeba. Bo jak nie jesteś z nami, to jesteś przeciw nam.

W tym tygodniu zaprosiłam Pabla na camarones al ajio… Nie jada się takich rzeczy w lesie!