Gran partido de FUTBOL!

20 05 2011

Zapowiadają się wielkie emocje! Już w tę niedzielę odbędzie się epokowe spotkanie. Na murawie najstarszego miasta w Kolumbii spotkają się dwie drużyny. Proszę Państwa, zapraszamy na mecz: Hotel Miramar vs Posada Casa Blanca. Po stronie naszych wystąpią: w natarciu: znany tu wszystkim, strateg, Ender oraz Miller (lat 54, ale podobno zaliczył w USA szkółkę piłkarską i rozwali przeciwnika psychologicznie. Zapowiedział, że samym wejściem na boisko sprawi, że gościom z Casa Blanki zmięknie rura (rury raczej). Oprócz walecznych santamarckich lwów zobaczymy w akcji kierowcę Wallisa, który wozi naszych turystów z Jungle Tour oraz zaopatrzeniowca Paco (gość co targa mi do knajpy skrzynki z piwem). Jako gwiazda wystąpi capo de capos czyli chudy recepcjonista Louis. Gościnnie piłkę kopnie rezydent Miramarcki –  Gabriel z Peru. Drżyjcie cieniasy z Białego Domu!!! Po stronie Casa Blanki zagra Francuz Michel, a resztę cwaniaki strategicznie trzymają w tajemnicy.
Gra toczy się o wszystko. Honor Miramaru i 4 skrzynki piwa.
Lecę więc dziergać te pompony, coby zamachać nimi dla zadania szyku. I ani już słowa więcej o sporcie. Pojechałam dziś na piękną plażę (Bahia Concha) ale nieroztropnie zabrałam ze sobą trójkę dzieci i psa. Po czterech godzinach fikołków, gry w bambingtona, kopania piły i zapasów wodnych chyba nabawiłam się zakwasów.
Tymczasem przyjmuję zakłady. Ilu zawodników wystąpi w stanie wskazującym na spożycie (wszak to będzie niedziela) i ile razy umrę ze śmiechu podczas ekscytuącego epokowego spotkania, o którym na pewno długo będzie rozprawiało się na sennych uliczkach portowego miasteczka…

Reklamy




Rozmawiamy znowu (tym razem o duchu)

9 02 2010

Wieczór. Siedzimy u mnie w domu i przeglądamy foty. Zamykam komputer. Po kilkunastu minutach ten wydaje znajome pilulilulilu i włącza się z powrotem. A po chwili sam znowu wyłącza.

  • Rany! Sam tak robi?
  • Nie. To Duch – mówię.
  • Przestań tak mówić. Boję się duchów.
  • No coś Ty. Przecież wyłączył. Bo wie, że jak się rozładuje bateria to potem mam problem. Więc to dobry duch.
  • Nie. Duchy są okropne. – wywala język i przewraca białkami.
  • Co ty mówisz! Duchy są super. Masa ich tu lata. Pamiętasz? Trzy razy znaleźliśmy u mnie w domu zabite karaluchy. To ten duch je zamordowal, bo wie, że się boję.
  • Nie mów tak!
  • Widziałeś karaluchy? Zabite. Ja ich nie zabiłam. Ty też nie. Duch. Jak nic.

    Zatyka uszy rękami. Przewraca białkami.

  • Nieprawda. Duchy tak nie wyglądają. Naoglądałeś się Thrillera Maicheala Jacksona.

    Wstaje i żegna się:

  • Albo ja, albo duch.

Opowiadam mu o znajomej, która urodziła dziecko i jest szczęśliwa, ale tata dziecka mało bywa w domu, a w nocy śpi na osobnym łóżku.

-Jest głupi.

-Nie, dlaczego? Musi się wyspać, a dzieci w nocy płaczą.

-Europejskie przesądy. W Europie robicie z igły widły. Płaczą bo czegoś chcą. Dajesz im to i przestają. Proste.

-Co ty mówisz? To totalna zmiana w życiu. Ludzie różnie to przechodzą… zwłaszcza faceci, jak dzieciak jest malutki i sra i ryczy non stop… Niektórzy tego nie wytzymują.

-Ale wy jesteście w tej Europie dziwni. Ja mam jedno dziecko i chcę mieć jeszcze siedmioro. Tak jak mój ojciec. W Kolumbii ojcowie kochają swoje dzieci. Dzieci są piękne.

Ender chce przyjechać do Polski. Opowiadam, że latem jest gorąco, a zimą za to zimno.

-Zimą jest zimno… a co to jest zimno? Jak zimno? Jak w górach? Jak w Ciudad Perdida? – dopytuje.

-Nieeee… dużo bardziej.

-Jak w Bogocie?

-Nieeee. Bardziej.

-Można umrzeć z tego zimna, prawda? Macie na to jakieś lekarstwo? Powinniście coś wymysleć na to zimno. Zimno jest straszne!

Oglądamy Małysza.

-Nie rozumiem tego sportu. Skaczą na takich tyczkach przywiązanych do nóg. To przyjemne jest, jak myślisz?