Hej, ludzie prości, Bóg z wami gości!

23 12 2009

Tradycja, święta, bieg na przełaj po prezenty, karpie, łańcuchy, bombki i wszystko inne.Nie ma przebacz. Jeśli wszedłeś między wrony, musisz krakać jak i ony. Worki pieniędzy na nietrafione często prezenty (bo kto wie co podarować kuzynowi stryjecznej wujenki?), na tony zmarnowanego często jedzenia, na gadżety, plastikowe aniołki i kiczowate mikołaje. Lubimy to. Czy rzeczywiście? Czy potrzebny ten NADMIAR?

Kiedyś pracowałam nad materiałem o szefowej polskiej filii Coca Coli. To ona oświeciła mnie, że czerwony kubrak mikołaja wylansowała właśnie ta złodziejska marka na początku XX wieku. Wcześniej Mikołaj i wiara w niego istniała, ale nad wizerunkiem świętego pracował sztab speców z Coca Cola Company! Od razu grubasa przestałam lubić.

Sam św. nie był na początku wcale taki święty… był bogatym sybarytą, dopiero po nawróceniu rozdał swoje dobra biednym. W Kolumbii niektóre rodziny przekonują dzieci, że prezenty podrzuca sam Pan Jezus.

Idea się wypaczyła. Sens się zgubił. Zakupoholicy w czasie świąt mają raj.

W Meksyku poznałam parę z Wiednia, która sprzedawała ozdoby choinkowe. Pracowali około 4 miesiące w roku (zamówienia plus okres przedświąteczny). Potem wyjeżdżali na pół roku do Tajlandii lub Meksyku palić marihuanę i popijać ją tequillą. To dopiero jest biznes mikołajowo-choinkowy.

A święta? Kto pamięta o tym, co właściwie świętujemy? I że stajenka była licha i cicha? Pierwsze moje święta bez najbliższych. Kolumbijska wigilia. Z bliskimi – stąd. Już jutro. Śpiewam sobie moją uluubioną kolędę.

MIZERNA CICHA STAJENKA LICHA

PEŁNA NIEBIESKIEJ CHWAŁY

OTO LEŻĄCY, NA SIANKU ŚPIĄCY

W PROMIENIACH JEZUS MAŁY

NAD NIM ANIELI W LOCIE STANĘLI

I ZADUMANI KLĘCZĄ

Z WŁOSY ZŁOTYMI, SKRZYDŁA BIAŁYMI

NAD MALOWANĄ TĘCZĄ

I OTO MNODZY LUDZIE UBODZY

RADZI OGLĄDAĆ PANA

PEŁNI NATCHNIENIA, PEŁNI ZDZIWIENIA

UPADLI NA KOLANA

HEJ LUDZIE PROŚCI BÓG Z WAMI GOŚCI

SKOŃCZONY CZAS NIEWOLI

ON DAJE SIEBIE, CHWAŁA NA NIEBIE’

A POKÓJ LUDZIOM DOBREJ WOLI

RADOŚĆ NA ZIEMI PAN NAD WSZYSTKIEMI

ROZTACZA BLASK PORANNY

PRZEPAŚĆ ZAWARTA, UPADEK CZARTA

ZSTĘPUJE PAN NAD PANY!

Kochani, życzę Wam wszystkim spokojnych świat Bożego Narodzenia. Pełnych niebieskiej chwały.

Żebyśmy się na chwilę zatrzymali. Tu ludzie w kościele, kiedy pada :„ Przekażcie sobie znak pokoju” wymieniają serdeczne uściski, obejmują się, całują, głaszczą. To trwa długo.

Kiedy tak mnie głaskali i całowali, pomyślałam, że granice nie istnieją. Żadne.

Wszystkich Przyjaciół, Kochanych, Znajomych i Nieznajomych serdecznie świątecznie kolumbijsko ściskam i pędzę zakupić wigilijną jukę i wigilijne banany!

Feliz navidad!

Reklamy




Przedświąteczna gorączka

19 12 2009

Nie zapomniałam, że mam bloga, nie porwali mnie paramilitares, ani nie pokręcił mnie szaman. Tylko w całej Cartagenie nie mogę znaleźć wifi. Notki wypasione z fotami i wszystkim, co potrzeba czekają w moim laptoku, pech chce, że tutejsze kompy nie czytają tego, co ja w laptoku piszę, wiec dopóki nie znajdę wifi -proszę o cierpliwość. Bedzię o Indianach, duchach, białym proszku i zagubionym mieście w dżungli.

Czy karpie juź biedne zalegają w wannach, a pierniczki w piekarniku? Prezenty spakowane? Tu też świąteczny rozgardiasz na całego, ostatnia prosta przed świętami, na ulicach tłumy, mikołaje hasają po plażach i po centrach hadlowych. Norma.

Ja też poluję na prezenty: Dla Endera latarka, dla Dilsy małe perfumy, dla Mamy czekoladki a dla Taty tradycyjnie – rum. Dla Młodego – latawiec.

Swieta spędzę z Rodziną Pinedów-Guetierrez, w chacie w górach Sierra Nevada. Istnieje opcja, żeby zaliczyć tradyjną karaibską wigilię – rumbę na plaży na bosaka do białego rana, ale stajenka licha i cicha w górach jednak korci bardziej. Zwłaszcza, że Ender obiecał, że nie będziemy się tym razem piąć w pocie czoła objuczeni prezentami, tylko pojedziemy z fasonem. Na mułach.

Tymczasem w Cartagenie, dawniej ulubionym porcie piratów, zbieram materiał do reportażu o operacjach plastycznych, spotykam się z paniami co maja sztuczne różne części ciała i jestem delikatnie mówiąc w lekkim szoku. Dziś widziałam się z niejaką Estrellą, która pod oczami ma skórę, którą pobrali jej z płatków uszu. No cóż, chcieć to móc! Chirurdzy plastyczni to najbardziej pożądana partia w całej Kolumbii. A ja, głupia, się tylko włóczę po krzakach i bratam z wieśniakami!

Pędzę zatem na rafę koralową, może się przypadkiem jakiś stosowny chirurg napatoczy? :-)